Komercyjny przewrót? Koniec pionierskiego okresu w załogowych lotach kosmicznych

3

Ciekawa analiza: czyżby koniec pionierskiego okresu w załogowych lotach kosmicznych?

Czy właśnie zakończył się “pionierski okres” w załogowych lotach kosmicznych?

Pierwszy załogowy lot kosmiczny odbył się 12 kwietnia 1961 r., gdy Rosjanin – Jurij Gagarin – został umieszczony w statku Wostok na orbicie okołoziemskiej. Wydarzenie to zapoczątkowało wydarzenia pobudzające wyobraźnię nawet tych, którzy na co dzień nie interesowali się ani kosmosem, ani astronautyką. Kolejne loty, które potem nastąpiły, wykreowały mit „podboju kosmosu” i jego herosów, silnych fizycznie i psychicznie, a zarazem wysoko wykwalifikowanych astronautów, których nazwiska znali wszyscy. Prawda, że przyczyniła się do tej fascynacji popularność tematyki fantastyczno-naukowej w książkach i filmach, ale jednocześnie podsycał tę atmosferę tzw. wyścig kosmiczny, polegający głównie na prostej rywalizacji: kto pierwszy zatknie flagę na Księżycu – Amerykanin czy Rosjanin?


Walentina Tierieszkowa z Nikitą Chruszczowem – przywódcą ZSRR, po udanym locie kosmicznym (źródło: RIA Novosti)

Wyścig ten zakończył się 21 lipca 1969 r., gdy Neil Armstrong jako pierwszy człowiek postawił swoją stopę na ciele niebieskim innym niż Ziemia. Rosjanie, a formalnie ówczesny Związek Radziecki, przegrał go z kretesem. Wszystkie szczegóły tej porażki dotarły do opinii publicznej dopiero po wielu latach, gdy Rosja udostępniła dokumenty z nieudanych prac nad swoją gigantyczną rakietą, odpowiednikiem amerykańskiego Saturna V, oraz nad swoim statkiem księżycowym. Po zakończeniu wyścigu i „zdobyciu” Księżyca, zainteresowanie społeczeństwa kosmosem naturalnie zaczęło od razu spadać – astronauci przestali być bohaterami i stali się cenionymi wprawdzie, ale po prostu pracownikami wykonującymi w ramach obowiązków służbowych trudna i stresującą pracę. Już nie byli najlepszymi „kowbojami”, jak nazwał ich potem Tom Wolfe w swojej głośnej książce. Kosmos jednak pozostał zarezerwowany dla garstki najlepszych, wytrwałych, dobrze wykształconych i wyszkolonych, a przy tym jeszcze ponadprzeciętnie zdrowych.

Jednak od samego niemal początku lotów załogowych, w kosmos wysyłano także ludzi zdecydowanie słabiej przygotowanych do pracy w kosmosie. Ułatwiała to automatyzacja lotu orbitalnego, w tym etapów startu, zejścia z orbity i lądowania, dzięki czemu uczestnik takiego lotu nie musiał być specjalnie do niego przygotowany jeśli nie postawiono przed nim specjalistycznych zadań związanych z manewrowaniem, wykonywaniem zadań technicznych czy badawczych, o ile tylko był w miarę zdrowy. Pierwszą osobą, którą można zaliczyć do tej grupy, jest Walentyna Tierieszkowa – pierwsza kobieta w kosmosie, którą z powodów propagandowych wysłano w 1963 r. w prawie 3-dniową podróż statkiem Wostok 6. Później na orbitę trafiali też inni, niebędący zawodowymi astronautami specjalnie przeszkolonymi do pilotowania statku kosmicznego. Szczególnie w okresie lotów amerykańskich wahadłowców w latach 1981-2011, jako tzw. specjalistów misji wysłano na orbitę wiele osób przeszkolonych tylko do wykonania doraźnych zadań w kosmosie, najczęściej związanych z obsługą wynoszonego ładunku, ale także np. edukacyjnych. To samo dotyczy strony rosyjskiej, która wysłała w kosmos nawet jednego z polityków.

Rozwinęła się także praktyka wysyłania w kosmos uczestników lotu, którzy znaleźli się w załogach na mocy umów zawieranych przez różne państwa, które chciały mieć swego astronautę, na ogół w celach prestiżowych. Oczywiście odbywało się to odpłatnie. Obecnie takich uczestników lotów kosmicznych określa się mianem astronautów narodowych. Takim m.in. był Mirosław Hermaszewski, który w 1978 r. odbył lot na statku Sojuz 30 w ramach programu Interkosmos. Na Sojuzach odbywali swe wyprawy nie tylko obywatele ówczesnych państw bloku komunistycznego, ale później także innych krajów, w tym z Europy zachodniej. Podobne loty przeprowadzano potem na pokładach amerykańskich wahadłowców. Astronauci ci nie byli załogantami z pełnym przydziałem obowiązków, które niekiedy ograniczały się do samego udziału. Dopiero realizacja programu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej z udziałem państw europejskich zrzeszonych w Europejskiej Agencji Kosmicznej, a także Japonii i Kanady, spowodowała, że astronauci z tych krajów otrzymywali regularnie przydziały do załóg stacji i pełne zakresy obowiązków.

Formalnie loty turystyczne to takie, których uczestnicy sami finansują sobie udział, ewentualnie udaje im się znaleźć sponsora, którzy decyduje się na sfinansowanie takiej wyprawy. Loty takie najpierw były przeprowadzane na pokładach rosyjskich Sojuzów począwszy od 2001 r., gdy na Sojuzie TM-32 na Międzynarodową Stację Kosmiczną udał się amerykański miliarder Dennis Tito. Loty te organizowała w porozumieniu z rosyjską agencją kosmiczną Roskosmos amerykańska prywatna firma Space Adventures, zresztą prowadząca ten biznes do dziś. Owi turyści, dziś zwani astronautami prywatnymi, otrzymywali przydziały do załóg statków, które dowoziły na Stację zmiany załóg. Odbywało się to, rzecz jasna, kosztem liczebności zawodowej obsady Stacji, jednak dostarczało Rosji cennych funduszy, których w tym kraju na program kosmiczny coraz bardziej brakuje. Loty takie z powodów technicznych, a także wysokiej ceny, nie są organizowane zbyt często.

W 2021 r. nastąpiła jednak zmiana, nie tylko ilościowa, ale także jakościowa. Przede wszystkim rok wcześniej wszedł do służby nowy statek kosmiczny Crew Dragon, produkowany przez prywatną firmę SpaceX. Producent i operator statku nie musi ograniczać się do realizacji wyłącznie profesjonalnych zadań w kosmosie, więc drzwi do kosmosu uchyliły się szerzej. Dzięki możliwości wielokrotnego użycia statku jak i rakiety nośnej, loty stały się teraz tańsze, chociaż nadal jest to wydatek rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów. Tym niemniej firmie udaje się znaleźć chętnych będących w stanie tyle zapłacić. Po drugie, niemal w tym samym czasie zainaugurowały swe usługi dwie inne prywatne amerykańskie firmy: Virgin Galactic i Blue Origin. Z tym, że w ich ofercie znajdują się tylko loty zaledwie suborbitalne, a więc bez wejścia statku na orbitę okołoziemską, umożliwiające jedynie loty balistyczne na wysokość nieco ponad 80 lub 100 km zależnie od statku (odpowiednio SpaceShipTwo i New Shepard). Umożliwia to spędzenie zaledwie kilka minut w kosmosie łącznie z doświadczeniem stanu nieważkości, ale za to o wiele taniej niż w lotach orbitalnych – cena wynosi w tym przypadku „zaledwie” kilkaset tysięcy dolarów.

“Kosmiczny” lot SpaceShipTwo z Richardem Bransonem na pokładzie / Credits – Virgin Galactic

We wrześniu 2021 r. SpaceX wysłał statek Crew Dragon na orbitę w wyprawę turystyczną Inspiration4, połączoną z akcją charytatywną. Czteroosobowa załoga była złożona wyłącznie z turystów, którzy przeszli tylko wstępne przeszkolenie – nie było pośród nich żadnego zawodowego astronauty. Była to pierwsza tego rodzaju podróż w światowej astronautyce. Firma planuje udostępnianie swoich statków na przeprowadzanie od 2022 r. kolejnych wypraw turystycznych, z tym że organizatorzy tych wycieczek przewidują jednak udział w nich także zawodowego astronauty pilota by zapewnić uczestnikom lotu bezpieczeństwo w razie wystąpienia jakichkolwiek komplikacji.

Załoga statku Crew Dragon w misji Inspiration4 – pierwszego lotu z załogą złożoną wyłącznie z turystów (źródło: SpaceX)
Załoga statku Crew Dragon w misji Inspiration4 – pierwszego lotu z załogą złożoną wyłącznie z turystów (źródło: SpaceX)

Echem medialnym odbił się też przeprowadzony w tym samym roku pobyt dwójce filmowców, w tym aktorki, na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, którzy wprawdzie udali się na nią nie jako turyści, ale w celach związanych z ich zawodem, jednak lot ten również przyczynił się do traktowania lotów kosmicznych coraz bardziej jako przedsięwzięć związanych po prostu z wykonywaniem swojego „nie-kosmicznego” zawodu. Wydaje się, że pobyty w kosmosie czwórki turystów w locie Inspiration4 oraz dwójki filmowców w Sojuzie, a także planowany w grudniu lot kolejnego Sojuza z dwoma turystami z Japonii, poprzez ich skumulowanie w przedziale zaledwie kilku miesięcy stworzyły pewien przełom w postrzeganiu lotów w kosmos, bo dotychczas turyści i niezawodowi astronauci dość sporadycznie trafiali w kosmos.

Rok 1969, w którym pierwszy raz wylądowano na Księżycu, stanowił wyraźną cezurę w znormalnieniu zainteresowania obecnością ludzi w kosmosie, ale większy przewrót wiąże się dopiero z obecnym upowszechnieniem dostępu do kosmosu. Wprawdzie jego cena jeszcze przez długi czas będzie w zasięgu tylko najbogatszych, ale mimo to myślenie o kosmosie się zmieniło. Przyrostu emocji podczas relacji z kosmosu możemy spodziewać się dopiero w czasie planowanych misji księżycowych, które są przygotowywane w Stanach Zjednoczonych w ramach programu Artemis przy udziale Europy, Japonii i Kanady. Ale nawet to nie będzie aż tak doniosłym społecznie wydarzeniem jak to pamiętne, które w 1969 r. śledziły poprzez telewizję miliardy mieszkańców naszego globu.

(JSz)

3 komentarze

  1. czy ja wiem. przecież te loty nie wiele sie różnią od tego co robili Gagarin i Shepard. wszystko to caly czas są kilkuminutowe wycieczki na skraj ziemskiej atmosfery. i to z jakim trudem i mozołem osiągnięte. nie wiem czym tu się ekscytować.
    dopiero jak oblecą księżyc i zrobią długiego stream`a z przelotu nad jego ciemną stroną to będzie można powiedzieć że jest jakiś rzeczywisty postęp. ale na razie nawet na to się nie zanosi. wszystko jeszcze w powijakach. czyli dopiero początek drugiego okresu pionierskiego w lotach załogowych a nie jego koniec.

      • dobre i to. w końcu sam lot poza ziemską studnię grawitacyjną to nie wycieczka rowerem za miasto. potrzeba jest cała lista wyrafinowanych technologii. a przecież jakby się uprzeć to amerykańskie misje na księżyc też można by nazwać turystyką kosmiczną. tyle że sponsorowaną przez rząd.
        jakby milionerzy polecieli turystycznie oblecieć marsa bez lądowania na nim to mimo wszystko też byłoby to spore osiągnięcie. taki prawdziwy komercyjny przewrót.

Leave A Reply