Trwają przygotowania do bardzo ambitnej misji “Dragonfly”.
Autorem artykułu jest Pan Michał Solnica – serdecznie dziękujemy!
Pamiętna misja Cassini, którą NASA (przy współpracy z ESA) wysłała do systemu Saturna jesienią 1997 roku była pierwszą orbitalną wyprawą (a czwartą w ogóle) do „Władcy Pierścieni”, jak czasem określa się szóstą planetę od Słońca. Wcześniej bezpośrednie badania przeprowadzały: próbnik Pioneer 11, a także duet sond Voyager, które dokonały bliskich przelotów obok gazowego giganta (i jego niektórych naturalnych satelitów) a teraz kontynuują lot w przestrzeni międzygwiezdnej. Niektóre z nich niosą nawet przesłanie do ewentualnych przedstawicieli innych cywilizacji, ale skupmy się na Saturnie, a konkretnie na jego największym księżycu – pomarańczowym Tytanie.
Jest to jedyne tego typu ciało niebieskie w naszym Układzie Słonecznym, które posiada gęstą atmosferę. Badania misji Cassini ujawniły, że na jego powierzchni znajdują się liczne jeziora, niewielkie morza i systemy rzeczne, choć w przeciwieństwie do Ziemi nie wypełnia ich woda, a płynny metan. Metanowe deszcze również są obecne na tym interesującym świecie. W styczniu 2005 roku dokonano pierwszego lądowania na Tytanie i badań in situ, bowiem amerykański bezzałogowy statek kosmiczny dostarczył próbnik powierzchniowy Huygens, zbudowany przez Europejską Agencję Kosmiczną. Aparat przeprowadził pomiary już w fazie opadania na spadochronie, a następnie przez ponad dwie godziny po tym, jak osiadł na mulistej powierzchni, w rejonie sporej delty rzecznej. Bezprecedensowe badania były możliwe przez zestaw wielu instrumentów, w tym polskiej produkcji. Odpowiedziały na wiele pytań, ale i postawiły kolejne.
By poznać znacznie lepiej ten niezwykły glob, należy wysyłać następne ambitne misje. I właśnie taką jest projekt o kryptonimie „Dragonfly”, realizowany w ramach szerszego programu NASA pod szyldem „New Frontiers”. Będzie to wyjątkowa, bezzałogowa wyprawa, która ma wystartować już za dwa lata, w lipcu 2028 roku. Rakieta nośna Falcon Heavy wyniesie na odpowiednią trajektorię zasilaną radioaktywnymi izotopami sondę, która wykona (miejmy nadzieję, że udane!) lądowanie na powierzchni Tytana. Bo takiego jeszcze ludzkość nie widziała: po wejściu w atmosferę, rozwinięciu spadochronu hamującego i odczepieniu tarczy ablacyjnej, nastąpi separacja „Dragonfly” od górnej osłony. Po chwili urządzenie uruchomi rotory swoich ośmiu wirników i gładko osiądzie na gruncie tego księżyca… Mamy do czynienia z dronem wielkości niedużego samochodu, który po zbadaniu miejsca lądowania (rejon wydm, nazwany Shangri-La) ponownie wystartuje, by udać się w inny obszar i kontynuować eksplorację. Na te emocje będziemy musieli jednak trochę poczekać, ponieważ lot do Saturna potrwa kilka lat. Przybycie powinno nastąpić w 2034 roku.
„Ważka” jest obecnie w trakcie budowy, natomiast nie jest to pierwszy latający dron w dziejach „podboju” kosmosu. Nie licząc wenusjańskich balonów, rakietowych platform lądujących dwóch amerykańskich łazików marsjańskich oraz aparatów powrotnych z misji typu sample-return, pierwsze loty (atmosferyczne) na powierzchni innego świata, przeprowadził niewielki śmigłowiec „Ingenuity” dodany do misji „Perseverance”, która w 2021 roku dotarła na powierzchnię Marsa. Mały helikopter wykonał aż 72 loty w atmosferze Czerwonej Planety udowadniając, jak pożytecznym dodatkiem do wielu przyszłych misji może być tego typu urządzenie
(MS, NASA)