Musk, Bezos i Branson – superzłoczyńcy?

14

Dlaczego Elon Musk, Jeff Bezos i Richard Branson są czasem postrzegani jako “ci źli”? Warto na to spojrzeć – także z “kosmicznej” perspektywy.

W związku z niedawnymi lotami Richarda Bronsona i Jeffa Bezosa, satyryczna strona internetowa From Superheroes opublikowała reportaż o tym jak trzej znani z komiksów Marvela superzłoczyńcy – Norman Osborn, Justin Hammer i Wilson Fisk – rozpoczęli swój własny Wyścig Kosmiczny. Choć tekst nawiązuje też do typowo superbohaterskich sytuacji (takich jak to, że teoretycznie w uniwersum Marvela pierwszym miliarderem w kosmosie był Tony Stark), trudno nie odnieść wrażenia, że jest to odzwierciedlenie tego jak sami ludzie postrzegają nowy Wyścig Kosmiczny.

Zwłaszcza że nie jest to jedyny przypadek, kiedy Musk, Bezos i Brandon przedstawiani są jako „ci źli”. Jeszcze przed dokonaniami Bezosa i Bronsona, w popkulturze można było znaleźć licznych złoczyńców wzorowanych na Elonie Musku (podobieństw do dyrektora SpaceX doszukiwano się chociażby w Jamesie Sullivanie ze Space Sweepers, czy Carltonie Drake’u w Venomie).

Skąd to się bierze? Powodów jest kilka.

Dobroczyńca Lex Luthor

Okładka jubileuszowej edycji komiksu "Superman: President Luthor" (źródło: DC Comics)
Okładka jubileuszowej edycji komiksu “Superman: President Luthor” (źródło: DC Comics)

To co łączy Normana Osborna, Wilsona Fiska i Justina Hammera, to fakt, że każdy z nich to nie tylko superzłoczyńca, ale i miliarder, który w oczach opinii publicznej jest po prostu przedsiębiorcą. Ich działalność kryminalna (to, że Osborn to w istocie Green Goblin, to, że Fisk to przywódca przestępczego półświatka Kingpin i to, że Hammer sprzedaje zaawansowaną broń innym superzłoczyńcom) zwykle pozostaje, przeważnie, ukryta. Ba – zdarza się, że kreują się na ludzi, którym leży na sercu dobro społeczności, środowiska i świata w ogóle. Nawet jeśli pojawiają się jakieś skandale, które odkrywają przed społeczeństwem ich prawdziwą twarz, oni nadal, w ten czy inny sposób, są w stanie odbudować swoją pozycję. Podobnie jest zresztą z wieloletnim przeciwnikiem Supermana, Lexem Luthorem, który w pewnym momencie w komiksach został nawet prezydentem USA.

Ten motyw złego miliardera jest zrozumiały – wynika zarówno z faktu, że wielkie korporacje nieraz posuwają się do nieetycznych praktyk, byle tylko pomnożyć swoje zyski; jak i z tego, że bogacze wydają się mieć pewne przywileje, które umożliwiają im lżejsze traktowanie przez organizacje rządowe i organy ścigania. Przy odpowiedniej strategii PR-owej są nawet w stanie podnieść się ze skandalu, a jeśli wydadzą odpowiednio chodliwy produkt, społeczeństwo nawet im te skandale zapomni. Ile razy mówiło się przecież o tym jak złymi korporacjami są Apple albo Disney, a mimo to ludzie wciąż kupują iPhone’y i chodzą do kina na disneyowskie filmy?

Elon Musk, Jeff Bezos, a nawet Richard Branson, pod pewnymi względami podchodzą pod ten motyw złego miliardera, które kreuje się na dobroczyńcę ludzkości, ale knuje jakieś niecne plany. W przypadku każdego z nich można doszukać się jakichś kontrowersji, które rzucają cień na ich nawet najbardziej filantropijną działalność i sprawiają, że społeczeństwo patrzy na ich ostatnie sukcesy jak na fanaberię.

Jeff Bezos

Najwięcej kontrowersji wzbudza Jeff Bezos (do tego stopnia, że powstała już petycja o to, aby wysłać go w kosmos). A to dlatego, że co rusz pojawiają się informacje o tym, w jak kiepskich warunkach pracują pracownicy Amazonu. Jeszcze w lutym 2020 roku The Guardian opublikował artykuł, w którym jedna z pracownic skarżyła się na nieludzkie normy, które musi wyrobić (skan i sortowanie 1800 paczek w ciągu godziny) przy dwóch piętnastominutowych przerwach (które nieraz nie wystarczą na podróż ze stanowiska pracy do świetlicy i z powrotem). Amazon ma też wysoki wskaźnik wypadków (trzykrotnie większy niż średnia krajowa), ponieważ firma oszczędza na zabezpieczeniach, aby mieć pieniądze na loty w kosmos. Do tego Amazon skrzętnie monitoruje działania pracowników, przez co często nie mają czasu na wyjście do toalety.

Sam Bezos jeszcze w kwietniu 2021 roku napisał list do zaniepokojonych udziałowców, w którym twierdził, że Amazon dba o bezpieczeństwo pracowników, próbując zapobiec bólom mięśniowo-szkieletowym powstałym na skutek długotrwałego wykonywania powtarzalnych ruchów w fabryce i zatrudniając 6200 specjalistów od bezpieczeństwa w pracy. Zwrócił też uwagę na to, że podwyższył stawkę minimalną z 7,25$ na 15$ za godzinę. List ma być, zapewne, czymś w rodzaju przeprosin i zapewnienia, że teraz Amazon będzie starał się bardziej, ale 20 lipca bieżącego roku pojawiły się doniesienia o tym jak brygadzista zignorował notatkę od lekarza ciężarnej pracownicy i przyczynił się do tego, że poroniła.

W tym kontekście niedawny lot Blue Origin trudno nie uznać za nie tylko chęć dogonienia Muska i Bransona, ale też jako chwyt PR-owy, który miał sprawić, że Bezos będzie uważany za jednego z pionierów turystyki kosmicznej, a media zapomną na chwilę o sytuacji Amazonu. Fakt, że Bezos zaangażował do lotu Wally Funk, której swego czasu NASA odmówiła lotu w kosmos, można potraktować jako miły gest, ale też jako chęć pokazania się jako dobrego i postępowego człowieka. Kontrowersje w związku z lotem wywołała też wypowiedź Bezosa o tym, że jego pracownicy zapłacili za ten lot.

Oczywiście, Bezos zajmował się również filantropią. Ufundował nagrodę Day 1 Fund dla organizacji zajmujących się walką z bezdomnością; a także przeznaczał ogromne sumy na organizacje walczące z rakiem (Fred Hutchinson Cancer Research Center), zapewniające pomoc prawną dziennikarzom (Reporters Commmittee For Freedom of the Press) stypendia dla imigrantów (TheDream.US) oraz chroniące środowisko. Wpłacił również datek na rzecz organizacji Billa Gatesa Breakthrough Energy Ventures promującej czystą energię. Tylko, że trudno określić, czy rzeczywiście Bezosowi zależy na rozwiązaniu tych problemów, czy na tym, aby takie sprawiać wrażenie.

Elon Musk

Elon Musk postrzegany jest przez wielu jako geniusz z wieloma pomysłami na to, jak poprawić świat. Ponadto, jak dotąd, jego SpaceX zaszedł najdalej w nowym Wyścigu Kosmicznym, a sam miliarder ma największe ambicje i najbardziej spójną wizję podboju kosmosu z całej trójki.

Znany jest nie tylko jako twórca SpaceX i aut Tesla, ale też jako człowiek, który prowadzi liczne inicjatywy na rzecz walki ze zmianą klimatu. Niemniej jednak coraz więcej osób uważa go za złoczyńcę, a nawet upatruje w jego próbach podboju kosmosu planu zebrania najbogatszych Amerykanów i wysłania ich na Marsa, podczas gdy przeciętni obywatele zostaliby sami na umierającej Ziemi.

Jeśli spojrzymy na tę krytykę z boku, wyda nam się, być może, niedorzeczna chociażby z powodu tego jak głośno Musk mówi o czystej energii. Jednak Musk wypowiada się też równie głośno o tym, że kolonizacja Marsa jest nieunikniona, zarówno dlatego, że kolonie na innych planetach otworzą przed nami nowe możliwości, jak i dlatego, że przyszłość naszej własnej planety wygląda dość ponuro. Musk argumentuje, że gdyby, na przykład, na Ziemię miał spaść meteoryt podobny do tego, który zabił dinozaury, ludzkość nie miałaby możliwości się przed nim obronić, dlatego przeniesienie się na inne planety, mogłoby zagwarantować nasze przetrwanie.

Musk ma konkretny plan tego, jak od 2025 roku rozpocząć kolonizację Marsa, a ostatnio nawet sprzedał dużą cześć swojego majątku, aby mieć fundusze na swoje projekty. Przy czym pojawia się tutaj kwestia tego, że bilety na cywilne loty SpaceX będą zapewne kosztować fortunę i będą mogli sobie na nie pozwolić tylko bogacze. Dodajmy do tego, że kiedy już wszystkie najważniejsze infrastruktury miałyby już zaistnieć na Marsie w 2050 roku, mniej zamożni potencjalni koloniści mogliby dostać pożyczkę, którą musieliby spłacić pracą. To zaś mogłoby prowadzić do niebezpiecznego procederu, gdzie zadłużeni koloniści staliby się tanią siłą roboczą, łatwą do wyzyskiwania.

Właśnie dlatego James Sullivan w Space Sweepers – twórca fantastycznych, prawie rajskich kolonii na Marsie, z obsesją na punkcie „czystości” swoich obywateli i zdeterminowany do tego, aby Ziemia pozostała jałowa – jest nieraz interpretowany jako metafora Elona Muska.

Przy czym warto pamiętać, że w rozmowie z Peterem Diamndisem, kiedy podniesiono zarzut, że jego plan podboju Marsa będzie sposobem bogaczy na przetrwanie, Musk odpowiedział, że kolonizacja Czerwonej Planety pochłonie zapewne wiele ofiar, tak samo jak swego czasu ekspedycja Shackletona na Antarktydę. Musk zdaje sobie więc sprawę z różnych niebezpieczeństw, jakie mogą pojawić się przy okazji realizacji jego wielkiego marzenia.

Poza tym na kontrowersyjny wizerunek Elona Muska wpływają jego kontrowersyjne, często nieprzemyślane wypowiedzi na Twitterze (gdzie najsłynniejszą jest nazwanie człowieka odpowiedzialnego za ratunek skautów uwiezionych w tajlandzkiej jaskini pedofilem), szerzenie dezinformacji o pandemii oraz wykorzystywanie pracowników (na przykład, płacenie ledwie 5$ pracownikom outsourcingowym czy otwarcie firmy Tesla wbrew zakazom stanowym o ochronie przed COVID-19).

Richard Branson

Ze wszystkich trzech przedsiębiorców próbujących podbić kosmos Richard Branson wydaje się najmniej kontrowersyjny. Swoje imperium zaczął od małego sklepu z płytami Virgin Records, a potem piął się coraz wyżej i wyżej, tworząc sieć sklepów z rozrywką Virgin Megastore, linię lotniczą Virgin Atlantic, linie kolejowe Virgin Trains (jak również Virgin Rail Group, które powstało podczas prywatyzacji brytyjskich kolei), czy wreszcie firmę kosmiczną Virgin Galacitc.

W przeciągu swojej długiej kariery Branson zyskał różne wyróżnienia i nagrody (dano mu, na przykład, tytuł szlachecki). Sponsoruje też liczne działania humanitarne, między innymi: organizację zajmującą się walką z wykorzystywaniem seksualnym dzieci (International Centre For Missing & Exploited Children), wspieranie młodych przedsiębiorców w RPA (Branson School of Enterpreneurship) czy ochronę zwierząt w Afryce. Brał też udział w strajku głodowym przeciwko sudańskiemu rządowi w związku z wydaleniem pomocy humanitarnej z Darfuru w 2009; zachęcał do bojkotowania Ugandy w związku z nowym, anty-gejowskim prawem w 2013, a w 2014 napisał list przeciwko wyrokowi kary śmierci na Richardzie Gossipie. Praktycznie od 2009 roku jest też głośnym zwolennikiem walki ze zmianą klimatu i zorganizował w tym celu wiele kampanii.

Niemniej jednak pomimo tych oraz innych działań humanitarnych, Branson również nie uciekł od kontrowersji. Oskarżono go o unikanie podatków (a konkretnie to tak zwanego Purchase Tax od hurtowej sprzedaży dóbr luksusowych), co więcej – z powodu sprzedaży banku Northern Rock firmie Virgin Group skutkowała tym, że Branson otrzymał 400 miliony funtów z brytyjskich podatków.

Z kolei członkini zespołu Josse Stone, Antonia Jenae oskarżyła Bransona o nieprawidłowe zachowania na jednym z przyjęć. Sam Branson i jego rodzina twierdzili, że nie pamiętają, aby coś takiego miało miejsce na przyjęciu, ale i tak wystosował przeprosiny (to, czy zostały one sformułowane właściwie, to już inna rzecz). Oczywiście na tę historię można spoglądać z wielu różnych kątów – można wierzyć Jenae i widzieć w zeznaniach rodziny Bransona kłamstwo, aby uchronić go przed skandalem (a ponieważ jest miliarderem z pewnymi wpływami, to i tak się wywinie); albo Bransonowi i uważać oskarżenia Janae jako próbę wyłudzenia pieniędzy albo zyskania sympatii. To jest część większego, bardziej złożonego problemu.

Wreszcie coś, co niejako kłóci się z ogromną pracą na rzecz ochrony środowiska, jest sprzedaż wycieczek do SeaWorld, gdzie orki, delfiny i wieloryby trzymane są dla ludzkiej rozrywki. Ten ruch został skrytykowany przez organizację Whale and Dolphin Conservation (Ochrona Waleni i Delfinów).

Bardziej ogólne powody do niechęci wobec miliarderów

Powtarzającą się krytyką Bezosa, Muska i Bransona jest to, że ich ogromne fortuny pogłębiają tylko przepaść finansową między nimi a zwykłymi ludźmi. W domyśle całe to bogactwo bierze się z oszczędności na zabezpieczeniach BHP i płacy minimalnej oraz na unikaniu podatków. Jednym słowem – jakoś trudno sobie wyobrazić, aby zebranie tak ogromnej ilości pieniędzy odbyło się etycznie i legalnie. Fakt, że podczas zaostrzenia obostrzeń pandemii małe przedsiębiorca bankrutowały, podczas gdy wielkie korporacje wyszły z tego bez szwanku (również dzięki pomocy rządu), tylko dolało oliwy do ognia.

Dla wielu przeciętnych Amerykanów loty w kosmos statków SpaceX, Blue Origin czy Virgin Galactic są nie tyle wielkim wydarzeniem, co pieniędzmi wyrzucanymi na zabawę bogaczy. Pamiętajmy też, że wszystkie te firmy mają kontrakty z NASA, a więc część pieniędzy na loty w kosmos pochodzi prawdopodobnie od podatników. Stąd powszechnym (choć nie do końca sprawiedliwym) argumentem przeciwko poczynaniom Bezosa, Muska i Bransona jest to, że zamiast rozwiązywać bardziej przyziemne i palące problemy, wydają miliardy dolarów na wystrzeliwanie rakiet w kosmos.

Można argumentować, że wiedza związana z eksploracją kosmosu pomoże nam uporać się z problemami tu na Ziemi; albo że poza lotami w kosmos owi miliarderzy już od dawna zajmują się walką z tymi problemami poprzez przeróżne inicjatywy. Ale prawda jest taka, że zarówno ogólna niechęć do ludzi o ogromnych fortunach, jak i kontrowersje wokół ich samych sprawiają, że tak czy inaczej będą przedstawiani jako złoczyńcy.

(ZP)

14 komentarzy

  1. Trudno nie odnieść wrażenia, że dokładnie wszyscy miliarderzy zajmujący się kosmosem lub nowoczesnymi technologiami takimi jak AI) – oprócz Muska, traktują te rzeczy jako ultra-drogie zabawki. Gdyby było inaczej, dotowali by faktycznie ciekawe, wartościowe projekty, organizowali mocne zaplecze, łączyli z innymi technologiami. Tymczasem najczęściej topią olbrzymie pieniądze w jakieś pseudo-wizjonerskie gadżety, które od razu na wstępie można wysłać do kosza.

  2. no w sumie faktycznie trudna sprawa gdy miliarderzy wydają fortunę na loty w kosmos a pół miliarda ziemian umiera z głodu.

  3. Dokładnie. Musk nigdy nie wspominał o raju na Marsie, tylko o ofiarach. On nie jest nawet zainteresowany budowaniem kolonii, chce jedynie zapewnić środek transportu który będzie opłacalny dla innych firm i agencji.

    • Tak się składa, że to on rzucił datę początku kolonizacji na bodajże ’25… jakby był jakim JFK.

  4. (…)Billa Gatesa(…)
    To dopiero superzłoczyńca!!! Wg. pogłosek prowadzi on ogólnoświatowy holokaust.

  5. (…)Przy odpowiedniej strategii PR-owej są nawet w stanie podnieść się ze skandalu(…)
    Jakoś Roman Polański nie doznał tego szczęścia… mimo odbycia kary przewidzianej ugodą jest do dzisiaj ścigany przez amerykańskie służby. A dzieje się bo, jakiś dziennikarzyna postanowił przejechać się na kimś znanym.

  6. (…)Ile razy mówiło się przecież o tym jak złymi korporacjami są Apple albo Disney, a mimo to ludzie wciąż kupują iPhone’y i chodzą do kina na disneyowskie filmy?(…)
    Hollywood jest jeszcze lepszy… czy ktoś jest na tyle pryncypialny, żeby nie oglądać filmów z Cavinem Space albo Jackiem Nicholsonem mimo tego, że powszechnie wiadomo, że to pedofile?

  7. Musk zmienia świat, a pozostali to śmieszni zakompleksieni nieudacznicy których największym sukcesem w tej dziedzinie jest dziwaczna karuzela dla milionerów.
    Porównywanie orła z myszkami jest bezsensowne.

    • (…)Porównywanie orła z myszkami jest bezsensowne.(…)
      To prawda… Musk umie w kult jednostki nie gorzej od Stalina.

  8. Największa “zbrodnia” Muska w moim odczuciu to fakt że każe na wierzyć w wizję raju na morderczych pustyniach Marsa stwarzając wrażenie że z Ziemi już nic nie będzie zagłada i w ogóle. Nie znaczy to że nie doceniam wkładu Muska w ratowanie Ziemi – szczególnie “słuszne” wydaje mi się forsowanie rozwoju pojazdów elektrycznych (Tesla), ale lansowanie kolonizacji Marsa? no litości… facet MA przysłowiowy łeb na karku więc MUSI wiedzieć że to bujda na patyku… No chyba że chodzi o robienie picu pod zamówienia eksploracyjne NASA – wtedy i te działania i wypowiedzi są jak najbardziej sensowne tyle że nie dosłownie.
    W sumie moja ocena Muska jest taka że zrobił tyle dobrego (PayPal, Tesla, doskonalsze baterie, Falcony 9R, Starlinki) co i złego (Starlinki, Falcony 9R, baterie (kwestia utylizacji). Tak to osiąga sukcesy na polu technologii – nożem można sobie ukroić chleba i zabić człowieka.
    Co do Bezosa i Bransona no cóż dorobili się (tak czy inaczej) i bawią się swoimi zabawkami udając nimi że technologicznie depczą Muskowi po piętach.

    • Elon nie rysuje wizji raju na Marsie. Nazywa rzeczy po imieniu i przewiduje że ofiary będą na porządku dziennym (albo raczej solowym). To nie jest bajka dla miliarderów którym marzy się safari. To raczej wyzwanie dla ludzi skłonnych zmierzyć się z przeciwnościami losu i natury, aby okiełznać nieprzyjazną przestrzeń i przystosować ją by dało się w niej żyć.

      • Planeta 4,5 mld. lat ewoluowała do stanu strefy śmierci a “ludzie z wizją” wierzą że ją zagospodarują bo ktoś tam buduje na tym swój PR. proponuję może jakiś milion razy “łatwiejszy” cel – ratowanie (ale takie na poważnie) Ziemi ?