Teleskop Hubble bada miejsce impaktu oraz zaginionego pasa chmur na Jowiszu

0

Nowe dokładne obserwacje przeprowadzone ostatnio przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a (NASA/ESA) rzuciły więcej światła na dwa ostatnie wydarzenia, które rozegrały się na piątej planecie naszego Układu Słonecznego – Jowiszu: tajemniczym błysku światła, który został zarejestrowany 3. czerwca oraz ostatnim zaniku jednego z dwóch charakterystycznych pasów chmur gazowego giganta.

O godzinie 22:31 CEST 3 czerwca 2010 roku australijski astronom-amator Anthony Wesley zarejestrował na materiale wideo nagranym za pomocą swojego teleskopu, dwu sekundowy błysk światła na tarczy Jowisza. Rejestrację tego samego zjawiska na wideo potwierdził także niedługo później obserwator Chris Go z Filipin. Wesley był tymczasem także odkrywcą znanego już na całym świecie impaktu na Jowiszu, który miał miejsce w lipcu zeszłego roku.

Astronomowie z całego świata podejrzewają, że 3. czerwca coś znaczącego musiało uderzyć w ‘króla planet’, wyzwalając przy tym tyle energii, że blask stał się możliwy do zarejestrowania na Ziemi – 770 milionów kilometrów od miejsca wydarzenia. Niewiadomą tylko było jak głęboko spenetrował atmosferę oraz jak dużym był sprawca całego spektaklu. W ciągu ostatnich 2 tygodni trwały poszukiwania ewentualnego śladu w atmosferze po uderzeniu…

{youtube}Yo6LHljBKW8{/youtube}
Filmik nagrany przez Anthony Wesley’a na którym uwieczniony został impakt / Credits: youtube.com – djxatlanta

Do poszukiwań użyto bardzo dobrej kamery, czułej na ultrafiolet – Wide Field Camera 3, znajdującej się na wyposażeniu Teleskopu Hubble’a. Celem akcji było odnalezienie jakichkolwiek śladów po kosmicznej kolizji. Jednak materiał zdjęciowy wykonany 7. czerwca – zaledwie 3 dni po zarejestrowaniu błysku – nie ukazał żadnych zmian w układzie chmur na Jowiszu. Oznacza to, że obiekt nie wpadł poniżej warstwy chmur i nie eksplodował jak bolid w ziemskiej atmosferze. Jeśli tak by miało się stać, to fragmenty rozerwanego ciała zostałyby wyrzucone w górę i opadłyby na chmury tworząc charakterystyczne zabawienia. Przypuszcza się, że błysk mógł pochodzić od ogromnego meteoru, który spalał się wysoko w atmosferze gazowego giganta, nie pozostawiając przy tym żadnych widocznych fragmentów i nie eksplodując jak to już miało miejsce w czasie poprzednich podobnych wydarzeń. Jak przekazuje członek zespołu poszukiwawczego – Heidi Hammel z Kosmicznego Instytutu Naukowego w Boulder (Kolorado, USA) – “nie zarejestrowaliśmy żadnych formacji o wyróżniających się znakach charakterystycznych w przewidywanym obszarze impaktu, co zdaje się sugerować, że nie było żadnej dużej eksplozji czy kuli ognia”.

W przeszłości pojawiały się już w atmosferze Jowisza charakterystyczne ciemne smugi pouderzeniowe, chociażby w czasie gdy cała seria fragmentów komety Shoemaker-Levy 9 uderzyła w planetę w lipcu 1994 roku. Wtedy sonda agencji NASA – Galileo, obserwowała jak na każdym miejscu uderzenia pojawiają się ślady. Podobny fenomen miał miejsce także w lipcu, rok temu, kiedy to – jak się podejrzewa – pewna asteroida wbiła się w Jowisza. Fragment ciała, który wpadł w atmosferę piątej planety, wydaje się być dużo mniejszych od wspominanych podobnych zjawisk i istnieją sugestie, że najprawdopodobniej był to meteor.

Inną hipotezą wysuniętą przez obserwatorów, było to że błysk nie był oznaką impaktu. Może Wesley i Go zaobserwowali ogromny jowiszowy piorun? Naukowiec planetarny – Glenn Orton z JPL, odrzuca jednak tę hipotezę. Sondy NASA wielokrotnie rejestrowały zjawiska burzowe, takie jak błyskawice, ale zawsze miały one miejsce po ciemnej stronie planety. Widoczne zjawisko po stronie dziennej musiałoby mieć ogromną energię i najprawdopodobniej nawet na Jowiszu nie mogą występować tak silne zjawiska.

Błysk nie mógł też pojawić się w naszej atmosferze i zmylić obserwatorów, gdyż ci dokonali niezależnej obserwacji daleko od siebie – w Australii i na Filipinach. Tym samym wykluczone zostały zjawiska typu wpadający w atmosferę naszej planety meteor czy inny podobny fenomen. Można śmiało powiedzieć, że zjawisko na pewno miało miejsce na Jowiszu. Przez to najbardziej wiarygodną hipotezą pozostaje to, iż impaktorem był obiekt na tyle mały, aby wyprodukować błysk, nie zostawiając przy tym dużo własnej materii.

Jedno jest pewne – “Jowisz obrywa częściej niż przewidywaliśmy” mówi Don Yeomans, zwierzchnik programu NEO (Near-Earth Object) z JPL. Po pamiętnym uderzeniu komety Shoemaker-Levy 9 przeprowadzone analizy wykazały, że możemy być świadkami impaktu na Jowiszu raz na około 100 lat. Naukowcy uważali się za wyjątkowych szczęściarzy, że było im dane oglądać impakt i wydarzenia związane z kometą SL-9. Teraz jednak wszystko wywróciło się do góry nogami – obserwator Anthony Wesley zarejestrował dwa uderzenia w Jowisza w przeciągu 12 miesięcy. Ewidentnie oznacza to, iż czas odświeżyć i przejrzeć jeszcze raz modele symulujące impakty.

W ramach bonusu, obserwacje przeprowadzane przez Teleskop Hubble’a, pozwoliły naukowcom przyjrzeć się z bliska zmianom w atmosferze ‘króla planet’. Chodzi tutaj przede wszystkim o zniknięcie ciemnej, charakterystycznej formacji chmur znanej jako Południowy Równikowy Pas (Southern Equatorial Belt), do zaniku którego doszło kilka miesięcy temu.

W polu widzenia Hubble’a, odrobinę wyżej położona warstwa chmur złożona z lodowych, krystalicznych cząstek białego amoniaku, zdaje się zasłaniać leżący poniżej ciemny pas chmur. Grupa naukowców badających problem przewiduje zanik tych chmur amoniaku w przeciągu paru miesięcy, tak jak już działo się w przeszłości. Przeczyszczenie atmosfery z warstwy chmur amoniaku może być poprzedzone pojawieniem się wielu ciemnych plam, podobnych do tych położonych wzdłuż południowej tropikalnej strefy i zaobserwowanych przez Teleskop Hubble’a. Ostatni raz Południowy Równikowy Pas osłabł we wczesnych latach 70-tych ubiegłego wieku, lecz wtedy nie istniały możliwości techniczne prowadzenia tak dokładnych badań jak to ma miejsce w dzisiejszych czasach.

Źródła: science.nasa.gov, spacetelescope.org

Share.

Comments are closed.