Relacja z #ILAtweetup 2012

0

14 września, ostatniego dnia tzw. dni biznesowych w czasie pokazów lotniczych ILA Air Show 2012 miała miejsce jednodniowa konferencja #ILAtweetup. Na wydarzeniu tym pojawiło się wielu wyjątkowych gości, było nietuzinkowo, ciekawie i dynamicznie – czyli tak jak podczas większości europejskich „tweetupów” poświęconych kosmosowi. 

Organizatorem wydarzenia była Niemiecka Agencja Aerokosmiczna DLR oraz Europejska Agencja Kosmiczna ESA. Korzystając z okazji, jaką daje ILA2012, obie agencje postanowiły zebrać czołowe postacie tworzące europejski sektor kosmiczny i „dać im poszaleć” na prezentacjach przed entuzjastami kosmosu, którzy zjechali się na jeden dzień na #ILAtweetup. Jak podkreślał prowadzący spotkanie Andreas Schepers z ESA „kolejny raz efekty przerosły oczekiwania”. Do duetu ESA i DLR należy bowiem bardzo udany pierwszy europejski tweetup, który miał miejsce w 2011 roku w Europejskim Centrum Szkolenia Astronautów EAC w Kolonii, na którym uczestnicy mogli osobiście poznać aż 15-stu europejskich astronautów.

Pierwszym gościem był dyrektor departamentu lotów załogowych ESA astronauta Thomas Reiter, który mówił o wyzwaniach czekających ESA w najbliższym czasie – rozwoju kluczowego dla ESA programu GMES oraz eksploracji kosmosu, mocno podkreślając rolę jaką może spełnić przyszły lądownik księżycowy ESA w eksploracji kolejnych planet.

Drugim gościem był Rolf Densig, dyrektor DLR ds. programów kosmicznych. Zwrócił uwagę na niedawny ogromny sukces ESA – osiągnięcie liczby pięćdziesięciu nieprzerwanie udanych startów europejskiej ciężkiej rakiety Ariane 5. Tak wysoki wskaźnik sukcesu ma ogromny wpływ na wizerunek agencji, szczególnie w kontekście możliwości wynoszenia komercyjnych ładunków na orbitę okołoziemską. Densig mocno zaakcentował problem współczesnej astronautyki – brak wspólnej wizji co do kierunku rozwoju sektora – czy ma być to Mars, Księżyc, misje załogowe na LEO, czy może usługi satelitarne. Powiedział, że potrzeba nam kolejnego Kennedy’ego, który tchnie inspiracjami i pokieruje narodowe i międzynarodowe agencje kosmiczne w jednym kierunku.

Uli Kohler z Centrum Badan Planetarnych DLR mówił z kolei dużo o misjach planetarnych. Podkreślił, że być może popełniamy błąd szukając życia na i pod powierzchni ą Marsa, możliwe że ten kierunek jest zły i powinniśmy lepiej przyjrzeć się innym miejscom, na których może wystąpić zycie. Kohler zaznaczył, że wielkim marzeniem Europejczyków jest lądowanie na Europie, księżycu Jowisza, przebicie się przez lód i zobaczenie co skrywa się w tamtejszych oceanach. To bardzo ciekawa i ambitna misja – „Europa leci na Europę”. Do misji może dojdzie około 2030 roku.

Innym bardzo ciekawym ciałem, które planiści przyszłych misji kosmicznych powinni wziąć pod uwagę jest Tytan. Panują tam ciekawe warunki – metan w atmosferze oraz zagadkowe twory na powierzchni planety. W tej kwestii Tytan jest  bardzo podobny do Ziemi we wstępnej fazie jej rozwoju.

Uli Kohler podkreślił znaczenie Jowisza, który dzięki swojemu silnemu polu grawitacyjnemu chroni Ziemię, ściągając na siebie asteroidy. W ostatnich tygodniach mogliśmy zaobserwować właśnie przykład działania tej ochrony – “król planet” doznał uderzenia mniejszego ciała. Fakt, że tu jesteśmy, mówił, zawdzięczamy Jowiszowi. Istnieje poważne ryzyko, że jak mawiali w Filmie Asterix i Obeliks „Spadnie na nas niebo”, dlatego programy międzynarodowe bardziej powinny skupiać się na SSA (Space Situational Awareness) i rozwoju systemów, które byłyby w stanie usunąć potencjalnie zagrażającą nam asteroidę.

Uli Koherl zwrócił również uwagę jak wiele do tej pory zostało zrobione w kierunku rozwoju SSA, np. wysłanie pierwszej misji, która w czasie jednego lotu ma okrążyć dwa obiekty satelitarne – sonda Dawn („Świt”). Jesteśmy z niej bardzo dumni, mówił Kohler, szczególnie że dzięki niej dowiedzieliśmy się nowych rzeczy o początkach Układu Słonecznego. Obecnie Dawn leci w kierunku drugiej planetoidy – Ceres. Orbitę pierwszej – Westy, sonda osiągnęła w 2011 roku. Uli Kohler mówił też o planach – 2014 będzie bardzo ciekawym rokiem pod kątem misji planetarnych z powodu misji europejskiej sondy Rosetta, której celem jest zbadanie jądra komety. Niemniej ciekawą jest inicjatywa ESA dotycząca wysłania lądownika na księżyc i zbadania jego gruntu. ESA dzięki budowie bezzałogowych statków serwisowych ATV posiada większość technologii potrzebnych do budowy lądownika. Dodatkowym argumentem przemawiającym za misją bezzałogowego lądownika jest fakt, iż jest on wielokrotnie tańszy niż potencjalna misja załogowa, a technologie opracowane przy tej misji pozwoliłyby stworzyć w przyszłości bardziej zaawansowane sondy i lądowniki dla bardziej poważnych misji planetarnych.

Kolejnym gościem wydarzenia był biorący udział w zarządzaniu misją BepiColombo Rüdiger Jehn. Merkury możr uchodzić za „zapomnianą planetę” – trudną do obserwacji  z powodu bliskiej odległości do Słońca. Pierwsza planeta w naszym Układzie Słonecznym jest dużym wyzwaniem dla astronomów, dlatego po części pod kątem obserwacji i badań jesteśmy bardziej skupieni na Marsie i Wenus. Rüdiger Jehn od dawna jest wielkim entuzjastą badań kosmosu – w czasie prezentacji pokazał uczestnikom pierwszą książkę o planetach, którą dostał od rodziców i w której po raz pierwszy czytał o Merkurym.

Przy dzisiejszym stanie wiedzy dalej nie wiemy jak powstał Merkury, mówił Rüdiger Jehn, co jest fascynujące, ponieważ odkryliśmy już tak wiele rzeczy a tej, zdaje się że podstawowej, dalej nie wiemy. Także aby zbudować dobry model Układu Słonecznego wpierw musimy dokładnie poznać jak powstał Merkury – dlatego ESA wysyła 16 sierpnia 2015 roku misję Bepi Colombo, która po 7 latach, tj. 27 styczna 2022 roku dotrze do Merkurego i rozpocznie jego badania. Rüdiger Jehn podkreślił, że misja Bepi Colombo jest przedsięwzięciem pełnym wyzwań – 500 kg Ksenonu do napędu silnika jonowego na pokładzie sondy; misja trudna do kontroli – Bepi Colombo bardzo często będzie znajdował się za Słońcem co spowoduje duże problemy w komunikacji z sondą. Przez wiele czasu nie będzie kontaktu z sondą, a napęd jonowy, którym napędzany będzie Bepi Colombo, jest niezbyt znaną technologią, który wymaga ciągłej kontroli ze strony operatorów. Będzie też występował częsty problem z grzaniem się paneli słonecznych – istnieje duże ryzyko ich przegrzewania. Z tego powodu izolacja termiczna sondy musi być bardzo dopracowana. Poziom promieniowania słonecznego jest jedenaście razy wyższy na orbicie Merkurego niż na orbicie Ziemi. Powyższe czynniki, mówił Rüdiger Jehn, powodują że misja na Merkurego jest bardzo ciekawym i dużym wyzwaniem.

Kolejnym gościem był Nils Sparwasser z ESA-ESRIN, który mówił o obserwacjach Ziemi.

Pierwszy raz w historii Ziemi mamy dokładną możliwość obserwacji naszej całej planety, mówił Nils Sparwasser. Dzięki satelitom możemy zobaczyć dokładnie postępujące zmiany klimatu, określić czy i w jaki sposób powoduje je ludzkość, w szczególności tego rodzaju zmiany są widoczne w bliskiej odległości dużych miast. Satelity „widzą dużo więcej niż ludzkie oczy”, ze względu na możliwości obserwacji szerszego zakresu promieniowania. Nils Sparwasser pokazał na prezentacji możliwości współczesnych satelitów szpiegowskich, dodając że w niedalekiej przyszłości satelity będą dużo bardziej precyzyjne i będą w stanie dostarczyć nie tylko dużo dokładniejsze zdjęcia, ale również wiele innych przydatnych danych. Świetnym przykładem jest obszar Chin, gdzie bardzo dobrze widać jak zmienia się w latach ilość zanieczyszczenia w atmosferze, szczególnie na nizinnych, wschodnich obszarach tego kraju.

Kolejnym gościem był Michael Rast z ośrodka obserwacyjnego ESA-ESRIN koło Rzymu, który również mówił o programach obserwacji Ziemi, stanowiących bardzo dużą część programów ESA.

Dzięki obserwacjom możemy bardziej poznać naszą planetą, mówił. Misje obserwacyjne ESA składają się między innymi z misji badań atmosfery, misji GMES oraz misji eksploracji Ziemi.

Michael Rast mówił o historycznym satelicie MetoSat zbudowanym przez ESA, który szybko z satelity technologicznego, mającym przejść jedynie testy na orbicie, stał się satelitą w pełni obserwacyjnym. Podkreślił też rolę ogromnego, europejskiego satelity EnviSat, dzięki któremu przeprowadzano badania oceanów czy składu chemicznego atmosfery ziemskiej. W kwietniu 2012, po dwukrotnym przekroczeniu swojego czasu operacyjnego satelita przestał funkcjonować. EnviSat odegrał ogromną rolę, bardzo pomógł w zachęceniu naukowców i entuzjastów kosmosu do używania danych satelitarnych. Wiele z instrumentów tego satelity było zastosowanych w kolejnych satelitach, np. instrumenty służące do mierzenia temperatury oceanów. EnviSat w czasie swojej 10 letniej misji dostarczył m.in. dane obrazowania Ziemi, dane dotyczące zanieczyszczenia powietrza atmosferycznego, obrazowania wycieków ropy do morza, dane służące do modelowania rozchodzenia się trzęsień Ziemi, obrazowania huraganów, obrazowania dziury ozonowej, stężenia CO2, obserwacji trzęsienia Ziemi w Japonii w 2011 roku, a także aktywności biologicznej w oceanach.

Następnie odbył się panel dotyczący mediów społecznościowych Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Co ciekawe ESA nie wpływa na to co astronauci piszą na swoich blogach – w tej kwestii mają całkowicie wolną rękę. Czasami na orbicie nie ma dostępu do Internetu, wtedy astronauci proszą kogoś z ESA PR, żeby zajął się danym wpisem, ale są to sytuacje wyjątkowe, których bardzo nie lubią. Zaangażowanie astronautów w media społecznościowe bardzo się wszystkim podoba, zarówno społeczeństwu jak i osobom decyzyjnym z różnych europejskich agencji kosmicznych. Astronauci mogą pod tym względem dużo eksperymentować. Czasami żałują, że otrzymują mało komentarzy na swoich blogach, z drugiej strony interakcja na Facebooku i Twitterze jest ogromna. Obecnie w ESA Communication Office pracownicy zastanawiają się nad dobrą integracją tych wszystkich narzędzi.

Andreas Scheppers, prowadzący spotkanie podkreślił, że blogi są bardziej autentyczne niż strony internetowe, uważane współcześnie za oficjalne. Włoska astronautka Samantha Cristoforetti nie lubi na przykład kiedy dziennikarze przekręcają jej wypowiedzi, natomiast rekompensuje to wieloma wpisami na swoim blogu, czyniąc się obecnie najbardziej aktywną blogerką wśród korpusu astronautów ESA. Z kolei holenderski astronauta Andre Kupiers swoimi wpisami wprowadził Holandię w świat Twittera i sprawił, że jest to obecnie kraj bardzo entuzjastycznie nastawiony do tego narzędzia. Z drugiej strony, jego pierwsza reakcja na Twittera była: „Twitter? Co to jest? Po co mam tego używać, to nie ma żadnego sensu…” 

Następnym gościem był Richard Fisackerly, który opowiadał o lądowniku księżycowym ESA.

USA, Chiny, Indie, Japonia, czyli liczące się państwa z własnymi agencjami kosmicznymi już od dawna posiadają plany eksploracji Księżyca, mówił Richard Fisackerly. Zaakcentował, że ESA jeśli nie chce pozostać w tyle też musi takie wypracować. Misje planetarne przynoszą ogromne korzyści „poznawcze”. Realizowana przez NASA misja Lunar Reconnaissance Orbiter należy do jednej z najbardziej wartościowych misji ostatnich czasów, szczególnie dla ESA. NASA LRO zrobiła między innymi szczegółowe mapy topografii terenu Księżyca, których obecnie ESA używa do znalezienia odpowiedniego miejsca do lądowania swojego przyszłego lądownika. Richard Fisackerly podkreślił, że aby zbudować przyszłą bazę księżycową lub marsjańską najpierw trzeba opanować różne technologie i elementy misji, np. etap precyzyjnego lądowania. W momencie budowy bazy księżycowej składającej się z kilku modułów niedopuszczalne jest żeby np. wylądowały w dużej odległości od siebie. Jest to obecnie podstawowy cel technologiczny ESA – opanować technologię precyzyjnego lądowania. Poza lądowaniem dla założenia bazy na księżycu potrzebne jest opanowanie innych zagadnień – wpływu promieniowania, problem kurzu osiadającego na wszystkich elementach – mechanizmach, kombinezonach.

Richard Fisackerly przybliżył też trochę planowaną misję lądownika ESA. Pojazd będzie posiadał wiele silników, głównie zaadoptowanych z ATV. Podczas etapu lądowania lądownik będzie miał odpalone wszystkie silniki, natomiast w miarę zbliżania się do powierzchni Księżyca silniki będą stopniowo wyłączane, przyziemienie nastąpi jedynie z jednym włączonym silnikiem głównym. ESA planuje wylądować w jednym z biegunowych kraterów Księżyca, w jego niezaciemnionej części. Lądowanie będzie przebiegało automatycznie – tutaj bardzo przydają się doświadczenia zebrane z projektu ATV. Pierwsza rzecz, którą zrobi lądownik po przyziemieniu to określenie swojej pozycji za pomocą kamery – na podstawie położenia horyzontu. Później rozpoczną się operacje na powierzchni, za pomocą manipulatorów zostaną pobrane próbki, które następnie będą badane w wewnętrznym laboratorium lądownika. W momencie kiedy za horyzontem będzie znikać Słońce i lądownik znajdzie się po stronie zaciemnionej będzie przechodził w tryb hibernacji.

Jeśli chodzi o postępy prac nad lądownikiem, to koncern Astrium a także inne firmy już testują pewne elementy – np. nogi lądownika oraz silniki. ESA ma nadzieję, że lądownik otworzy nową erę w eksploracji Księżyca. Decyzja o tym czy program będzie kontynuowany zapadnie na radzie ministerialnej ESA w tym roku. Twórcy są dobrej myśli, choć konkurują o finanse z projektem Exomars i programem ISS.

Ostatnim gościem był emerytowany astronauta Ulf Mehrbold – pierwszy zachodnioniemiecki astronauta i zarazem pierwszy astronauta z korpusu ESA w kosmosie.

Jego krótka prezentacja była bardzo dynamiczna i ostra – skrytykował między innymi Stany Zjednoczone za doprowadzenie do sytuacji, w której przez kilka lat kraj ten nie ma możliwości samodzielnego wysyłania swoich astronautów na orbitę i musi korzystać z pomocy Rosjan. Dla niego, mówił, jest to sytuacja nie do pomyślenia. Mocno zaakcentował, że loty załogowe to szansa dla Europy. Należy pamiętać, że Europa ma praktycznie wszystko aby być w stanie samodzielnie wynosić własnych astronautów na ISS.

Comments are closed.