Co się stało z lądownikiem Schiaparelli?

16

Trwa analiza danych z próby lądowania instrumentu Schiaparelli. Wiadomo już, że od pewnego momentu lądowanie mogło być nieprawidłowe. Sonda MRO zanotowała nowy szczegół terenu w rejonie lądowania.

Dziewiętnastego października na powierzchni Marsa, kilkanaście minut przed godziną 17:00 CEST, miał osiąść europejski lądownik Schiaparelli. Ten lądownik odłączył się od orbitera Trace Gas Orbiter (TGO) trzy dni wcześniej.

Schiaparelli wszedł w atmosferę prawidłowo. Pierwsza część schodzenia do lądowania, w tym ta z rozwiniętym spadochronem, również przebiegała zgodnie z planem. Jednak na około 50 sekund od lądowania dane z lądownika zostały utracone. Od tego czasu Schiaparelli milczy, a Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) analizuje przesłane z różnych orbiterów dane. Łącznie Schiaparelli przesłał około 600 megabajtów danych.

Najnowsze doniesienia sugerują, że od pewnego momentu podejście do lądowania mogło być nieprawidłowe. Analiza danych wskazuje, że odrzucenie spadochronu oraz osłony termicznej nastąpiło za wcześnie względem planu schodzenia do lądowania. W tym samym czasie trajektoria lotu lądownika zaczęła się różnić od tej planowanej.

Po tym odrzuceniu Schiaparelli miał użyć silników rakietowych. Z dostępnych danych wynika, że silniki odpaliły na 3 lub 4 sekundy, znacznie krócej niż to było planowane – czas pracy silników miał wynieść około 30 sekund. Odpalenie silniczków rakietowych  Schiaparelli’ego miało spowolnić lądownik z 200 km/h do mniej niż 5 km/h, po czym miało nastąpić krótkie swobodne opadanie. Końcowa prędkość uderzenia w powierzchnię Czerwonej Planety miała wynieść około 10 km/h. Tymczasem wstępne szacunki, wykonane 21 października, sugerują, że lądownik mógł swobodnie opadać z wysokości od 2 do 4 km i uderzyć w powierzchnię Marsa z prędkością około 300 km/h.

Jest możliwe, że podczas uderzenia w powierzchnię Marsa doszło do eksplozji lądownika. Na pokładzie Schiaparelli’ego znajdowało się wówczas dużo paliwa (z uwagi na zbyt krótki czas pracy silniczków rakietowych). To paliwo mogło eksplodować, rozrzucając różne elementy lądownika dookoła miejsca lądowania.

Jak na razie nie nawiązano kontaktu z lądownikiem Schiaparelli. Baterie zainstalowane na pokładzie tego lądownika powinny być w stanie działać przez przez około 5 dni. W tym czasie będą następować próby nawiązania kontaktu z lądownikiem.

Obrazy przesłane z MRO / Credits - NASA/JPL-Caltech/MSSS

Obrazy przesłane z MRO / Credits – NASA/JPL-Caltech/MSSS

Niestety, 21 października w godzinach popołudniowych (czasu europejskiego) NASA opublikowała zdjęcia z Mars Reconnaissance Orbiter (MRO). Na zdjęciu z tego orbitera widać wyraźnie nowe szczegóły terenu w elipsie lądowania Schiaparelli’ego. Jeden z nich jest ciemniejszy, ma rozmiary około 15×40 metrów i może wyglądać jak krater po uderzeniu lądownika. Drugi natomiast jest jasny, ma średnicę około 10 metrów i może przedstawiać odrzucony spadochron lądownika.

W przyszłym tygodniu instrument HiRISE sondy MRO wykona zdjęcie tych dwóch nowych tworów na Marsie.

Obrazy z MRO – rejon lądowania Schiaparelli’ego / Credits – NASA, SciNews

Prawdopodobnie przez następne tygodnie ESA będzie analizować dane, spróbuje także określić trajektorię lotu oraz wyznaczyć wszystkie różnice względem przewidywanego toru podejścia do lądowania. Aktualnie za wcześnie na nawet wstępne podsumowanie tej próby lądowania na Marsie, jest jednak obecnie już niemal pewne, że ta próba dotarcia do powierzchni Czerwonej Planety zakończyła się niepowodzeniem. Zamiast badań na powierzchni Marsa jest nowy krater.

Misja EDM Schiaparelli jest komentowana w wątku na Polskim Forum Astronautycznym.

(NASA, PFA)

16 komentarzy

  1. Żeby dobrze zbadać planety zewnętrzne naprawdę trzeba zwiększyć ładunek użyteczny. A to oznacza nowe napędy (atom). Nie sądzę żeby ktorakolwiek agencja pozwoliła sobie na zabawy z atomem. Za bardzo są zachowawczy i za bardzo uwikłani w politykę i PR.
    Osobiście nie zgadzam się z tobą jeśli chodzi o daremność wypraw na Marsa ale uważam że i tak idą złą drogą i to rzutuje również na planowane wyprawy do planet zewnętrznych. Nawet plan SpaceX wydaje mi się zachowawczy (napędy chemiczne).
    Za dużo polityki za mało nowej inżynierii w tym wszystkim.
    Ale swoją drogą to lądowanie na Marsie jest pod pewnymi względami trudniejsze niż na Ziemi. Atmosfera jest za rzadka żeby aerobraking był bardzo efektywny i za gęsta żeby ją można było zignorować wchodząc z prędkościami międzyplanetarnymi. To nie jest bułka z masłem.

    • Miniaturyzacja pewnie niektórych podzespolów tak ale optyka i anteny – nie bardzo – maly obiektyw nie zbierze wiele promieniowania. Mozna troche kompensowac czuloscia swiatloczulej (lub w innych czestotliwosciach) matrycy ale wydaje mi sie ze tylko do pewnego stopnia. Moze ktos inny bedzie wiedzial 🙂

    • Troszkę się musiałem pogłowic nad twoim drugim pytaniem. Co do obejrzenia na Marsie?
      Nie zwracałbym uwagi na opowieści o kolonizacji. Jeszcze nie w tej chwili. Bez poważnych postępów w medycynie promieniowanie jonizujące będzie ograniczało naszą działalność do trzymania się magnetosfery Ziemi lub robienia krótkich wypadów w celu zatknięcia flagi. Podejrzewam ze medyczne nanoroboty mogłyby na bieżąco naprawiać uszkodzenia od promieniowania. Ale do tego jeszcze długa droga. Na razie w kosmosie czeka choroba popromienna albo rak od chronicznej ekspozycji. Skuteczne osłony przeciw promieniowaniu są po prostu za ciężkie. A przy technologiach rakietowych panuje tyrania masy. Każdy gram się liczy.
      Ale Mars jest warty wszelkiego wysiłku w badaniach tylko nie z tego powodu co większość uważą (jeśli wogóle o tym myśli). Od kilku lat planetologia zaczyna nabierać rozpędu z powodu odkryć planet pozasłonecznych. Dzięki temu też zrozumienie procesów powstania Ziemi uległo polepszeniu – mamy większą próbkę statystyczną do porównania. Lepiej rozumiemy też długofalowe procesy samoregulacji klimatu (m.in. cykl węglowo-wapniowy pomiędzy kontynentami, oceanem i płaszczem Ziemi). To zrozumienie jest nam potrzebne nie z powodów teoretycznych tylko praktycznych – wlaśnie okazało się że zepsuliśmy coś czego nie da się od tak naprawić. Pozostało nam przygotowanie się na opłakane skutki. Nauki planetarne są teog podstawą.
      I tu wchodzi Mars. Mars jest jedyną osiągalną planetą na której możemy prowadzić badania porównawcze. Wenus odpada z wiadomych względów, Merkury to samo. Możliwość odnalezienia życia teraz lub w przeszłości Marsa może ujawnić inną lub co ciekawsze taką samą biologię jak na Ziemi. Jeden urywek obcego DNA może przewrócić całą biologię i co za tym idzie medycynę do góry nogami. Powszechnie wiadomo że czasami świadomość że takie czy inne rozwiązanie jest możliwe jest o krok od czegoś co mozna zastosować praktycznie.
      I jeszcze jeden powód: Mars jest na granicy naszych możliwości technicznych. Prawie w zasięgu ale nie do końca. To idealne pole do rozwoju technologii i generalnego obycia się ludzkości z rutynowymi podróżami kosmicznymi.
      Czytając wszystkie Twoje komentarze widzę ogromną frustrację że się tak grzebią z tym wszystkim. Zgadzam się z tym. Ale dystans technologiczny pomiędzy niską orbitą okołoziemską, Księżycem, Marsem i planetami zewnętrznymi wzrasta, wydaje mi się, skokowo. A Ty byś chciał przeskoczyć ten jeden etap. Po prostu musimy byc cierpliwi. Też mam nadzieję że mnie Alzheimer nie dopadnie zanim ktoś dowierci sie do oceanu na Europie lub postawi stopę na Marsie.

  2. “Jednak na około 50 sekund od lądowania dane z lądownika zostały utracone.”
    Na mój gust trochę mylące ujęcie problemu. Powyższe zdanie zdaje się sugerować, że po lądowaniu dane zostały utracone. Napisałbym “Na około 50 sekund przed planowanym lądowaniem”.

    WOJTEK “Klątwa sowietów którym nigdy nie udało się lądować miękko na marsie. ”
    Dla ścisłości należy dodać , że lądownik Mars-3 wylądował na Marsie 2 grudnia 1971 w kraterze Ptolemaeus. Aparatura lądownika rozpoczęła pracę , ale po 14,5 s łączność między lądownikiem a Ziemią została utracona. Na Ziemię dotarł bardzo niewyraźny obraz. Było to pierwsze historyczne lądowanie na 4. planecie.
    Szkoda, że po 45 latach po pierwszym miękkim lądowaniu na Czerwonej Planecie jedna z ważniejszych agencji kosmicznych na Ziemi nie rodzi sobie z kontrolowanym umieszczaniu aparatury na Marsie.

    W tej sytuacji ExoMars2020 powinien być chyba mniej ambitny od dotychczasowych planów, ale bardziej zaawansowany od EDM. Czyli kolejna demonstracja lądowania na Marsie, ale w zmienionej postaci.
    Tylko czy w 2020 taka misja będzie mogła dojść do skutku ?
    Trudno mi sobie wyobrazić, że ESA wyśle na Marsa kosztownego łazika, bez uprzedniego sprawdzenia techniki lądowania. Powinien być spory opór przed podjęciem takiego ryzyka.
    Zobaczymy jak pójdzie z tym SpaceX i Chinom.
    SpaceX z uwagi na duży ciężar lądownika użyje tylko rakietowej procedury lądowania bez wspomagania spadochronem?
    Z tego punktu widzenia lądowania pierwszych stopni Falconów wydają się pożytecznymi testami przed marsjańskimi ekspedycjami.

    • ESA może wykorzystać doświadczenia NASA w lądowaniu ciężkimi łazikami na Marsie.
      “W tej sytuacji ExoMars2020 powinien być chyba mniej ambitny od dotychczasowych planów, ale bardziej zaawansowany od EDM.”
      Nie wiem czy to takie proste. Planowanie misji kosmicznych to wieloletni proces, więc przeorientowanie misji, zaprojektowanie, zbudowanie i przetestowanie łazika w zaledwie 3,5 roku raczej nie wchodzi w grę… No chyba, że chcemy mieć kolejny krater na Marsie…

  3. Klątwa sowietów którym nigdy nie udało się lądować miękko na marsie. Atlas napędzany był sowieckimi silnikami RD-180 🙂

    • Wojtek ,to prawda ,nigdy się lądowanie sowietom nie udało ,ale poza protonem co ta misję wysłał na Marsa ,nie wiele innego było ich ,a więcej ESA . Atlas V nadal jest napędzany silnikami RD-180 i są rewelacyjnie bezawaryjne.

      • Sorki , rzeczywiście wystrzelili Protonem choć pierwotnie planowali Atlasem z sowieckimi silnikami, co jeszcze bardziej potwierdza istnienie klątwy.

  4. Zamiast badań na powierzchni Marsa jest nowy krater. Bardzo dobre stwierdzenie :):) a misji szkoda….

  5. Szkoda ,smutne to ,a pisałem że ESA miała od NASA załatwić Lądownik Sky Crane i nie bawić się na własną rękę za mln.Euro swoimi Lądownikami i w nich nowymi Technikami . W tym rozwiązaniu Technicznym silników Lądownika 3-szt. ,było z góry wiadomo że wystarczy że 1-silnik się nie załączy i pozostałe załączone wprowadzą go w Rotację szybkich Obrotów i leci jak kamień w powierzchnię Marsa i Rozwala się w drobny mak,rozsiewając w koło Chemikalia i złom. Jak by Chiaparelli miał 4- silniki jak miał Sky Crane NASA ,to jak by na jednym rogu Lądownika silniki się nie załączyły ,to pozostałe 3-sterowane Komputerowo od razu by Zareagowały i przejęły siłę ciągu i Żyroskop nadal by utrzymał Lądownik w poziomie i by wylądował . Trzy silniki z potrójnymi Dyszami ,to przy jednym niezałączonym to od razu obroty i upadek z ogromną szybkością, a skutki jak na zdjęciu Krater 15 x 40 m. Klapa rozwiązania Technicznego ESA i jak radykalnie nie zmienią parametrów Technicznych ( 3 siln. na 4 -y ) to ten z Łazikiem w 2020r. też tak skończy . Przykładem mojej prawdy rozwiązania może być Dron z 4-wirnikami i jak jeden się wyłączy ,to Dron dalej leci i nie roztrzaskuje się ,a jak by miał 3-wirniki ,to od razu KLAPA.

    • A Ty oczywiście wiesz że nie zadziałał jeden silnik. Może podziel się tą wiedzą z ESA …zaoszczędzisz im dużo pracy

      • Na razie niewiele wiadomo. Ale telemetria którą ESA ściągnęła i przeanalizowała sugerowała że spadochron odłączył się za wcześnie więc cała sekwencja była zaburzona. I silniki działały za krótko. Ale czy zgasły czy wybuchły czy komputer je omyłkowo wyłączył na razie nikt nie powiedział. Trzeba czekać na więcej danych.
        Nie wiadomo jakie były algorytmy sterowania procedurą zejścia więc nie sposób dojść (przynajmniej nam maluczkim 🙂 ) gdzie i w jakich okolicznościahc padła komenda odłączenia spadochronów.
        Ale dojdą prawdy jeśli poważnie nadal myślą o łaziku w 2020.