Czy rakieta Antares wróci do służby?

0

Prawie dwa lata po katastrofie, zmodyfikowana rakieta Antares wraca do służby. Jaka jest jej przyszłość? 

Trwają przygotowania do kolejnego startu rakiety Antares firmy Orbital ATK ze statkiem transportowym Cygnus (w powiększonej wersji), który w ramach misji OA CRS-5 dostarczy zaopatrzenie na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Start odbędzie się prawdopodobnie w połowie października bieżącego roku, ale dokładna data nie została jeszcze wyznaczona – będzie ona zależeć od wspólnych ustaleń Orbital ATK i NASA.

Eksplozja rakiety Antares-130, 28 października 2014

Eksplozja rakiety Antares-130, 28 października 2014 / Credit: NASA

Zapowiadany start budzi duże zainteresowanie z kilku powodów. Przede wszystkim przypomnijmy, że prawie dwa lata temu (28.10.2014) podczas startu misji OA CRS-3 rakieta Antares 130 eksplodowała, co zniszczyło wynoszony statek Cygnus oraz wyrzutnię na kosmodromie MARS (Mid-Atlantic Regional Spaceport) położonym na wyspie Wallops w stanie Virginia na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Wprawdzie statek Cygnus wrócił już do służby i nawet zdążył dwukrotnie dotrzeć do ISS, ale odbyło się to z wykorzystaniem rakiety nośnej Atlas V (w wersji 401) spółki ULA, wyprodukowanej przez firmę Lockheed Martin (6.12.2015 i 23.03.2016). O wiele trudniejsza była sprawa z rakietą nośną, gdyż winne eksplozji okazały się silniki AJ-26. Zostały one dostarczone przez znaną amerykańską firmę Aerojet Rocketdyne specjalizującą się w produkcji silników rakietowych, ale w tym przypadku chodzi o udoskonalone tylko poradzieckie silniki NK-33. Przy czym nie chodzi o udoskonalenie projektu, ale o same silniki, które pozostały w rosyjskich magazynach po wstrzymanym w 1972 r. radzieckim programie księżycowym N1. Projekt ten zakończył się fiaskiem po czterech nieudanych startach testowych, a po zakończeniu amerykańskiego programu Apollo, który z kolei okazał się wielkim sukcesem, zabrakło u Rosjan prostu woli politycznej do kontynuacji mocno spóźnionego już i niezbyt rokującego programu wysłania Rosjanina na Księżyc.

W tej sytuacji firma, wówczas jeszcze pod nazwą Orbital Sciences, zdecydowała się zamienić silniki w rakiecie Antares z NK-33 na inne, bardziej niezawodne. Wybór padł na silniki… znowu rosyjskie (chociaż już nie radzieckie). Tym razem jednak chodzi o konstrukcję sprawdzoną i cieszącą się zasłużoną renomą, będącą jedną z kilku pochodnych znakomitego silnika RD-170 produkowanego przez NPO Energomasz. Wprawdzie oryginalna konstrukcja silnika pochodzi również z odległych już lat 80. ubiegłego stulecia, ale w międzyczasie była ona rozwijana i udoskonalana. Najbardziej widoczną różnicę pomiędzy różnymi modelami jest różna liczba komór spalania. Najbardziej znane silniki z tej rodziny to:

Silniki z rodziny RD-170 / Credits - Jan Szturc

Silniki z rodziny RD-170 / Credits – Jan Szturc

Co ciekawe, amerykańskie rakiety Atlas V również wykorzystują silniki z rodziny RD, tyle że RD-180. Ostatnimi laty, gdy stosunki amerykańsko-rosyjskie uległy znacznemu pogorszeniu, rozwiązanie to jest bardzo krytykowane w USA, zwłaszcza, że rakiety Atlas V wchodzą (obok rakiet Delta IV) w skład systemu EELV, który zapewnia amerykańskim siłom powietrznym transport na orbitę satelitów o przeznaczeniu wojskowym, gdyż powoduje to uzależnienie się Amerykanów od rosyjskich dostaw. W związku z tym ULA, która dystrybuuje zarówno Atlasy V jak i Delty IV, zdecydowała o zamówieniu prac nad nowymi silnikami, które w ciągu kilku lat mają zastąpić te rosyjskie. Do prac przystąpiły dwie firmy: wspomniana Aerojet Rocketdyne oraz Blue Origin. Na razie jednak Atlasy V startują na RD-180, i na nich też dwukrotnie Cygnus poleciał do ISS.

Pierwszy stopień rakiety Antares 230 w drodze na wyrzutnię na Wallops /Credits: NASA

Pierwszy stopień rakiety Antares 230 w drodze na wyrzutnię na Wallops /Credits: NASA

Teraz jednak Orbital ATK zamierza wrócić do własnej rakiety. Antares musiał zostać przeprojektowany tak, by w pierwszym stopniu można było zastosować dwa silniki RD-181. Zatem najbliższy start będzie stanowił powrót do lotów tej konstrukcji (return to flight) w wersji, której nadano oznaczenie 230 (poprzednie wersje z NK-33 był oznaczane numerami 110, 120 i 130).

Doprowadzenie do udanego startu stanowi ważne wyzwanie dla firmy, która oprócz kontraktów NASA na dalsze misje w ramach programów CRS (Commercial Resupply Services) i wkrótce CRS-2, liczy także na zamówienia komercyjne. Powrót rakiety do służby ma istotne znaczenie również dla NASA jak i dla funkcjonowania samej stacji kosmicznej, gdyż w obliczu zbliżonych trudności drugiej z firm działających w ramach programu CRS, czyli SpaceX, prace na stacji mogą ulec zakłóceniom na skutek nieciągłości zaopatrzenia. Wprawdzie po katastrofie w czerwcu 2015 r. rakieta Falcon 9 firmy SpaceX wróciła do lotów w grudniu tego samego roku, ale już 1 września bieżącego roku nastąpiła eksplozja Falcona 9 na wyrzutni podczas przygotowań do komercyjnego startu. Do tej pory nie znaleziono przyczyny tej katastrofy, co może skutkować kolejnym znacznym opóźnieniem w realizacji programu CRS. Stąd powodzenie misji CRS-5 będzie mieć duże znaczenie nie tylko dla samej firmy Orbital ATK, ale również dla całego amerykańskiego programu załogowego.

(PFA, OA, NASA)

Przekaż dalej

Komentarze są wyłączone.