Wenusjański dron VAMP

3

Zespół naukowców i inżynierów zaproponował wysłanie dużego drona do atmosfery Wenus w ramach najbliższej misji klasy New Frontiers.

Amerykańska agencja kosmiczna NASA realizuje większość misji bezzałogowych do Układu Słonecznego oraz obserwacji Wszechświata w czterech głównych klasach: od najmniejszej Explorer, poprzez Discovery i New Frontiers aż po największe wyprawy klasy Flagship. Różnica pomiędzy tymi misjami to maksymalna wielkość budżetu na projekt. Co kilka lat NASA ogłasza konkurs na przeprowadzenie misji różnych klas i po długiej selekcji wybiera projekt do wdrożenia.

Najwcześniej w 2021 roku powinna się rozpocząć kolejna misja klasy New Frontiers. Prace (od koncepcji aż do wystrzelenie misji) powinny się zacząć w październiku tego roku. Całkowita wartość misji New Frontiers nie powinna być wyższa od 800 – 1000 milionów dolarów.

W tej chwili istnieje już kilku kandydatów do nadchodzącej misji New Frontiers, m.in. próbnik atmosfery Saturna, lądownik księżycowy czy misja typu sample return z komety. W ostatnich tygodniach okazało się jednak, że przynajmniej jeden inny kandydat może być rozpatrywany przez NASA. Projekt nosi nazwę Venus Atmospheric Maneuverable Platform (VAMP). Prace nad VAMP proponują inżynierowie i naukowcy z firmy Northrop Grumman. Koncepcja jest już rozwijana od kilku lat.

VAMP to duży latający dron o pompowanej strukturze. Rozpiętość skrzydeł VAMPa ma wynieść około 55 metrów. Pojazd miałby poruszać się na wysokości około 50 – 70 km nad powierzchnią Wenus. To tam panują znośne warunki dla eksploracji przy użyciu dzisiejszych technologii, gdyż ciśnienie wynosi około 1 atmosfery a temperatura to około 15 stopni Celsjusza. VAMP miałby z tej wysokości badać Wenus i jej atmosferę przez minimum rok.  VAMP okrążałby Wenus raz na sześć dni.

Konkurencja na kolejną misję klasy New Frontiers będzie z pewnością duża i kilka bardzo dobrych projektów zostanie odrzuconych “w ostatniej rundzie”. Niektóre z tych projektów mogą starać się konkurować o kolejną misję tej klasy, która powinna wystartować około 4-5 lat później.

Warto tu dodać, że pod koniec zeszłego roku pojawiła się koncepcja załogowej misji na Wenus o nazwie HAVOC.

(NASA, NG, SN)

Przekaż dalej

3 komentarze

  1. A ja bym dał spokój z Marsem. Kolonizacja Marsa to mrzonki, szkoda kasy na dalsze badania kamieni. Wobec nowych odkryć sondy Cassini na Tytanie to tam bym spróbował znaleźć alternatywne życie w metanowych oceanach. To byłoby naprawdę coś. Na Europę przy dzisiejszej technice sterylizacji sond dałbym sobie spokój bo jedna sonda z paroma zawleczonymi ziemskimi wirusami może potencjalnie wytłuc całe życie po lodem i będzie pozamiatane dla przyszłych pokoleń. Jeśli na Tytanie jest życie to jest ono tak ekstremalne że nasze wirusy raczej (tak mam nadzieję) to nie mają szans

  2. W przypadku misji na Marsa ciekawą opcją byłoby wysłanie wielu stosunkowo prostych, a przez to tanich, łazików, które pracując wspólnie mogłyby IMO zbadać większy obszar niż pojedynczy łazik. Mogły by one być wykorzystane np. do przeprowadzenia badań geologicznych i zwiadu pod przyszłe misje marsjańskie (nie wszystko da się zbadać z orbity).

  3. Ja bym zrezygnował na razie z misji na Wenus. Trzeba skupić wszystkie wysiłki do przyszłej kolonizacji marsa, planeta ta jest znacznie ciekawszym obiektem do badań. Na Wenus nie poznamy historii układu słonecznego a ekstremalne warunki panujące w atmosferze skrajnie obniżają powodzenie misji.