Tomasz Bagiński nakręcił film promujący misję Rosetta

5

Na zamówienie Europejskiej Agencji Kosmicznej Tomasz Bagińskie zrealizował krótkometrażowy film science-fiction promujący misję Rosetta.

W filmie o tytule Ambition (Ambicja) występują aktorzy Aiden Gillen (znany z seriali Prawo Ulicy oraz Gry o Tron) oraz Aisling Franciosi (The Fall). W odległej przyszłości nauczyciel opowiada historię misji Rosetty, jednej z najbardziej ambitnych misji w historii podboju kosmosu, aby zmotywować swoją uczennice. Ta, zainspirowana opowieścią z dalekiej przeszłości, dosłownie porusza niebo i ziemię.

12 listopada lądownik Philae spróbuje wylądować na powierzchni komety 67P Czuriumow/Gierasimienko. Rosetta jest pierwszą w historii misją, która weszła na orbitę komety.

Zapraszamy do obejrzenia filmu.

Przekaż dalej

5 komentarzy

  1. Oczywiście uważam że bardzo dobrze że umie się promować misje i przyczyniają się to tego też nasi rodzimi artyści. Nie mam zamiaru również umniejszać wagi tej misji ale
    patrząc na słowo klucz w tym obrazie czyli AMBITNA, to uważa że należy także wspomnieć japońską misje Hayabusa.
    Można powiedzieć że była bardziej ambitna bo
    np:
    zostały zastosowane silniki jonowe co znacznie skróciły podróż w porównaniu do klasycznie metody asysty grawitacyjnej.
    Próbki materiału powróciły na ziemie.

  2. Rozumiem, że kometa o średnicy kilku km to nie to samo co mała planetoida mająca niecały kilometr. Tym niemniej, Hayabusa-1 wylądowała, pobrała próbki i wróciła z nimi. No ok, co do tego czy pobrała próbki można się spierać, bo sonda miała amnezję. Ale tak czy inaczej była to bardzo ciekawa misja, pełna przygód, zrobiona przez “małą agencję” kosmiczną, pokazująca że się da.

  3. Nie wiem, jak dokładnie mierzyć “ambitność”, niemniej lądowanie na komecie jest jedną z trudniejszych i najciekawszych naukowo misji w historii podboju kosmosu: nie tylko ESA, ale całości ludzkości.

    Zwrócę uwagę, że np. o ile ISRO i Chiny zrobiły w ostatnich latach wiele imponujących postępów, było to głównie kopiowanie dawnych kroków milowych na zasadzie “my też możemy” i “zbieramy doświadczenie”. Misja do komety to nowość; NASA zrobiła ją tylko raz, przy pomocy stacji Mir i tylko na filmie. 😀 Czyli na niby.

    Nie rozumiem, czemu sami mamy się dezawuować. Jesteśmy Europejczykami, nowymi członkami ESA. Gdyby Rosetta była misją amerykańską, pracowałaby na nią wielka machina PR-propagandowa, z Hollywood włącznie. Więc może głowa do góry i lepiej myśleć, jak się tu jeszcze lepiej reklamować?

    Osobiście też bardzo się cieszę na misje sond i np. czekam na Bepi-Colombo. IMO sondy to podstawa kosmonautyki – loty człowieka to jednak wciąż głównie sprawa propagandowa i ambicji środowiska pilotów – np. z lądowania człowieka na księżycu poza fotkami i propagandą wiele nie wynikło; jednym przydatnym Amerykaninem był geolog i tyle.

    I nie, żeby ESA nie mogła wysłać ludzi w kosmos. Gdyby się ktoś uparł i dał na to finansowanie, to np. przerobienie projektu ATV w pojazd załogowy i konstrukcja są kwestią paru lat. Kapsuła rozwijająca IXV trochę dłużej.

  4. Rozumiem, że Agencja musi reklamować, ale stwierdzenie:
    (…)W odległej przyszłości nauczyciel opowiada historię misji Rosetty, jednej z najbardziej ambitnych misji w historii podboju kosmosu(…) zalatuje na bufonadę. Naprawdę przez długi czas naprawdę nie będzie czegoś ambitniejszego?

    • Obawiam się, że jak na ESę, to już jest szczyt możliwości. Kiedyś śmiałem się, gdy w artykule na Kosmonaucie pojawiło się stwierdzenie, że ESA będzie musiała konkurować z ISRO. Jeszcze kilka lat temu taka teza (mi) wydawała się niedorzeczna. Ale wygląda na to, że ESA powoli stacza się, brnąc w niekończących się dysputach i sporach, podczas gdy indyjska agencja rozwija się w całkiem niezłym tempie… Za 10-15 lat ESA, o ile jeszcze będzie istnieć, będzie wlekła się w tyle za ISRO.