CryoSat powiększa naszą wiedzę o dnie morskim

4

Naukowcy z Uniwersytecie California San Diego wykorzystali dwa nowe źródła danych satelitarnych do stworzenia nowej mapy pola grawitacyjnego odzwierciedlającego cechy dna oceanicznego.

„Lodowa” misja ESA została wykorzystana do stworzenia nowej mapy pola grawitacyjnego, ujawniającej tysiące wcześniej nieznanych morskich grzbietów, rowów oraz innych struktur oceanicznych. Ten nowy, malowniczy obraz najsłabiej poznanej części oceanów zawiera również najnowsze wskazówki odnośnie formowania się i rozpadania kontynentów.

Głównym zadaniem przenoszącego radarowy wysokościomierz CryoSata jest wykonywanie precyzyjnych pomiarów wysokości globalnej pokrywy lodowej. Pozwala nam to zobaczyć, jak sezonowo i na skutek zmian klimatycznych zmienia się grubość lodu.

Dno Atlantyku "wyryte" w polu grawitacyjnym

Dno Atlantyku “wyryte” w polu grawitacyjnym / Credit: Scripps Institute of Oceanography

Co więcej, CryoSat działa w trybie ciągłym, niezależnie od tego, czy przelatuje nad lodem, czy nie. Oznacza to, że satelita może mierzyć także wysokość powierzchni mórz. Tego rodzaju pomiary mogą zostać użyte do stworzenia globalnych modeli morskiego pola grawitacyjnego, a z nich – map dna morskiego.

Choć niewidoczne dla oka grzbiety i rowy dna morskiego w bardzo subtelny sposób wpływają na topografię powierzchni oceanów, to jednak na znacznie mniejszą skalę.

Efektem nieznacznego wzrostu grawitacji, spowodowanego przez masę skał podwodnej góry, jest wzniesienie się wody kilka metrów nad nią. Głębokie rowy oceaniczne wykazują zjawisko przeciwne.

Takie zmiany mogą być wykryte jedynie z przestrzeni kosmicznej przy pomocy altimetrii radarowej.

Naukowcy z Instytutu Oceanografii im. Ellen Scripps (Scripps Institute of Oceanography) przy Uniwersytecie California San Diego w Stanach Zjednoczonych wraz z kolegami z innych uczelni wykorzystali dwa nowe źródła danych satelitarnych do stworzenia nowej mapy pola grawitacyjnego odzwierciedlającego cechy dna oceanicznego – mapy dwa razy dokładniejszej od poprzedniej wersji, pochodzącej sprzed niemal 20 lat.

Więcej na polskich stronach ESA.

Przekaż dalej

4 komentarze

  1. “Efektem nieznacznego wzrostu grawitacji, spowodowanego przez masę skał podwodnej góry, jest wzniesienie się wody kilka metrów nad nią.” Eeeee… a czasami nie na odwrót? Wzrost grawitacji, większe przyciąganie, na zdrowy rozum wydaje się, że poziom powinien się obniżyć. A tak bajdełej, jak się ma nasze kochane globalne ocipienie? To, które nie istnieje od 25 lat. To które powoduje, że lody Antarktydy powiększają się od lat kilkunastu?

    • Krzysztof Kanawka na

      No nie do końca: bezsprzeczny jest fakt, że bardzo dużo lądolodu (tego na lądzie) ubyło, spływając do okolicznego oceanu południowego. Tam na powierzchni czasem się tworzy cienka warstwa lodu, która ogólnie ma większą powierzchnię niż niegdyś, bo zwyczajnie jest mocniej zasilana z odpływów wodnych Antarktydy.
      Co ciekawe na Arktyce, gdzie jest mniej lądolodu a więcej lodu na wodzie, obserwujemy dramatyczny spadek ilości lodu. Ignorowanie tego faktu to wyjątkowo selektywne dobieranie informacji, co nie jest naukowym podejściem do sprawy, ale “rozrywkowym” albo “konspiracyjnym”.
      Reasumując: proponuję zapoznać się ze źródłami, zanim się postawi błędne wnioski.

        • Krzysztof Kanawka na

          To jest niestety przykład Twojego selektywnego wybierania źródeł. Żółty zakres to “The yellow band is the 5% to 95% range of output from CMIP-5 climate simulations”. CMIP-5 to jeden z modeli, żaden “oficjalnie globalny”, co wyraźnie widać na wykresach, które są dla ściśle określonego obszaru. CMIP-5 powstał na bazie poprzednich CMIP i jest rozbudowywany, zresztą jak wiele innych modeli. Poza tym jest to “temperature anomaly” – proponuję sprawdzić co to jest, by się zbytnio nie zdziwić. Jak to się mawia, epic fail. 🙂
          Nie mniej jednak – jeśli uważasz, że “ocipienie” nie istnieje, proponuję opracować publikację naukową – nie tylko bez kontekstu wybierać niektóre wykresy i ignorować inne – oraz wysłać ją do Nature albo Science. Byłaby to z pewnością przełomowa publikacja naukowa, gdyż wykazałaby, że dziwnym trafem dziesiątki tysięcy naukowców z USA, Chin, Bangladeszu czy Islandii przez lata żyło w błędzie albo nawet zmowie i żaden z nich nie chciał stać się znanym naukowcem. Przecież takie Chiny byłyby szczęśliwe, gdyby mogły obciąć wydatki na kwestie klimatyczne i jakiekolwiek środowiskowe regulacje w swoim państwie. A największym wygranymi by była Rosja i Arabia Saudyjska, które by mówiły wówczas “spalajcie do woli, to nie wina ropy czy gazu!”. 🙂
          (Żart) PS. wedle IP-pudelka user o nicku “czarna.gemba” pisze swoje posty z lokalizacji zbliżonej do Kremla.