Meteoryt Czelabiński – tydzień później

0

 Pierwsze fragmenty meteorytu przewieziono do Moskwy. ESA publikuje swoje ustalenia w sprawie meteorytu, a organizacje pozarządowe zajmujące się badaniami obiektów NEO odnotowują wzrost zainteresowania i darowizn.

W poniedziałek informowaliśmy o pierwszych zdjęciach fragmentów Meteorytu Czelabińskiego, a już w piątek RIA Nowsti potwierdziła, że fragmenty meteorytu trafiły do Moskwy w celu przeprowadzenia badań.

“To pierwszy fragment, ale nie jedyny, który udało się odnaleźć naszym kolegom”, powiedział Michaił Nazarow, szef laboratorium, które zajmie się badaniem próbek meteoru, który 15 lutego rozpadł się nad Czelabińskiem, powodując liczne zniszczenia i pośrednio rany u ponad 1000 ludzi (głównie wywołane przez szkło z szyb, które pękały od fali uderzeniowej). Naukowcy najpierw zmierzą i zważą fragmenty, a potem zajmą się szczegółowymi badaniami fizyko-chemicznymi.

Pierwsze fragmenty został odnalezione w ośmiometrowym kraterze na jeziorze Czerbakul. Niewykluczone, że meteoryt zostanie nazwany właśnie imieniem jeziora. Do zniszczenia obiektu doszło na wysokości około 15-25 km nad Ziemią z energią około 500 kt TNT, czyli 20-30 razy większą od bomb atomowych zrzuconych na Hiroszimę i Nagasaki. Fala uderzeniowa spowodowała zniszczenia na Ziemi. Według Wiktora Grohowskiego z Federalnego Uniwersytetu Uralskiego zebrane próbki są pochodzenia kosmicznego. Z dostępnych informacji wynika, że to typowy chondryt, czyli meteoryt kamienny składający się głównie z oliwinu i piroksenu. Meteoryt ma około 10% zawartości żelaza.

{module[346]}

Według szacunków przedstawionych przez ESA obiekt wszedł w atmosferę Ziemi pod kątem około 20 stopni z prędkością około 18 km/s, tj. ponad 64 000 km/h. Peter Brown z University of Western Ontario (Kanada, kraj współpracujący z ESA) wyznaczył parametry obiektu na postawie fal dźwiękowych ekstremalnie niskiej częstotliwości odnotowanej przez globalne sieci rejestrujące: średnica około 17 metrów, masa około 7 000 – 10 000 ton (przed wtargnięciem w atmosferę).

Nicolas Bobrinsky, szef programu Space Situational Awareness (SSA) Europejskiej Agencji Kosmicznej i Detlef Koschny, odpowiedzialny za program badania obiektów bliskich Ziemi (Near-Earth Object) wyjaśniają, że głównym powodem zniszczeń na Ziemi była fala uderzeniowa wywołana rozpadem obiektu niemal nad samym miastem. Jak mówią, zniszczenia na Ziemi pojawiają się zwykle, gdy ciśnienie fali uderzeniowej przekroczy 5 atmosfer. Liczne przypadki wybitych szyb w Czelabińsku sugerują, że w tym przypadku fala uderzeniowa wywołała ciśnienie około 10-20 razy większe od tej wartości.

Dodajmy, że Nicolas Bobrinsky gościł 2 lata temu w Warszawie na konferencji ESA poświęconej właśnie zagadnieniem SSA, do których zalicza się właśnie wykrywanie zagrożeń ze strony obiektów mogących zagrozić życiu na Ziemi, jak planetoidy, asteroidy, kosmiczne śmieci.

Wydarzenie z 15 lutego pociągnęło już za sobą międzynarodowe konsekwencje. Rząd i armia Republiki Federalnej Rosji otwarcie mówi o programie ochrony przed powtórzeniem się takiego incydentu. Rosja chce bardziej zaangażować się w wykrywanie małych obiektów w sąsiedztwie Ziemi mogących stanowić zagrożenie dla niej. Będzie szukała też rozwiązań mających zapobiec zderzeniu w przypadku kursu kolizyjnego. Do współpracy zachęca USA.

W samych Stanach Zjednoczonych pozarządowe projekty wykrywania obiektów bliskich Ziemi odnotowały lawinę zainteresowania, które przełożyło się na liczne darowizny. “Przez weekend [po zdarzeniu] odnotowaliśmy około 1000 razy większy ruch na naszych stronach internetowych, co przełożyło się na dziesiątki tysięcy dolarów darowizn z całego świata”, mówiła Diane Murphy, rzeczniczka projektu Fundacji B612, organizacji non-profit chcącej uruchomić obserwatorium z teleskopem podczerwieni do wykrywania NEO.

{youtube}xJsUDcSc6hE{/youtube}
Film przedstawiający tempo odkrywania obiektów typu NEO. Momenty w których nagle pojawia się wiele punktów są charakterystyczne dla uruchomienia projektów ich obserwowania / Credits: Scott Manley

{module[522]}

Przed zdarzeniami z 15 lutego świat żył przelotem 46 metrowej asteroidy 2012 DA14, wykrytej rok wcześniej przez astronoma-amatora. “Ale nikt nie wykrył rosyjskiego meteorytu, a to on uderzył”, kontynuuje Murphy. “Sądzę, że to było szokiem dla ludzi i uświadomiło im, że takie coś może powtórzyć się w ich pobliżu i nikt nie będzie się tego spodziewał”. Fundacja B612, której współzałożycielem jest były astronauta Rusty Schweickart, chce przy współpracy NASA wystrzelić w kierunku Wenus teleskop podczerwieni, aby zarejestrować niewykryte jeszcze małe ciała niebieskie, które mogłyby zagrozić Ziemi. Sonda potraktowałaby Wenus jako katapultę grawitacyjną do przedostania się na orbitę okołosłoneczną odpowiednią do obserwowania części sfery niebieskiej niedostępnej dla obserwatoriów na Ziemi, które w tej chwili mogą obserwować tylko nocną stronę nieba. Według Murphy “w pierwszych dwóch tygodniach pracy teleskop odkryje więcej asteroid niż odkryto łącznie do tej pory”.

B612 zbudowało już prototyp teleskopu, który jest obecnie badany. Projekt, jeden z wielu prywatnych przedsięwzięć tego typu, wyceniony na 450 milionów USD, ma być ukończony w 2017 roku. Do 2015 roku gotowy ma być amerykański system ATLAS (Asteroid Terrestrial-Impact Last Alert System), czyli system ostrzegania przed zderzeniem Ziemi z asteroidami. ATLAS jest organizowany przez University of Hawaii przy pomocy grantu NASA i ma korzystać z sieci małych teleskopów, aby ostrzegać przed potencjalnymi zagrożeniami. Twórcy zakładają, że system będzie wstanie ostrzec na tydzień przed zbliżeniem się małej asteroidy, a trzy tygodnie wcześniej w przypadku dużych obiektów.

Według obecnej wiedzy, tej skali zdarzenia zachodzą raz na kilkadziesiąt lat-100 lat.

(RIA Nowosti, ESA)

 {module[522]}

Share.

Comments are closed.