Dziesięć lat od katastrofy promu Columbia

0

Dokładnie dziesięć lat temu, 1 lutego 2003 roku, doszło do zniszczenia promu Columbia podczas powrotu z misji STS-107. Zginęła cała załoga a sama katastrofa zapoczątkowała proces przemian w astronautyce załogowej i kwestiach bezpieczeństwa wypraw w kosmos.

 
Dziesięć lat od katastrofy promu Columbia / Credits – NASA

1. Powrót Columbii na Ziemię – 01.02.2003 {jathumbnail off}
Pierwszego lutego 2003 roku trwał siedemnasty dzień (Flight Day 17) misji STS-107. Załoga tej wyprawy promu Columbia, po ponad dwóch tygodniach intensywnych prac naukowych wykonywanych 24 godziny na dobę, jest gotowa do powrotu na Ziemię. Zamknięto moduł SPACEHAB, zabezpieczono luźne przedmioty i przygotowano skafandry ACES. Miał to być “rutynowy” powrót wahadłowca z misji naukowej.

Tuż przed 11:50 CET zamknięto pokrywy ładowni. Wkrótce potem przełączono komputery pokładowe z OPS-2 (pakiet orbitalny) na OPS-3, zawiadujący działaniem wahadłowca podczas lądowania. Na Florydzie sprawdzano warunki pogodowe – istniała obawa, że chmury lub mgła opóźnią lądowanie o jedną orbitę. Tuż po godzinie 13:00 CET załoga rozpoczęła picie dużej ilości płynów, by zminimalizować negatywne wpływy powrotu do normalnych warunków ziemskiego przyciągania grawitacyjnego.

O godzinie 14:08 CET załoga otrzymała pozwolenie na przeprowadzenie manewru deorbitacyjnego, który zaczął się o godzinie 14:15 CET i trwał około dwóch minut. Lądowanie przewidziano na godzinę 15:16 CET na pasie lądowym w Kennedy Space Center na Florydzie, czyli 09:16 czasu wschodnioamerykańskiego. Miało to być 62 lądowanie wahadłowca w KSC. Podejście było od strony zachodniej – prom miał przelecieć nad kontynentalną częścią USA, rozpoczynając od Kalifornii.

Ten manewr ostatecznie przypieczętował los załogi. Dalsze wydarzenia stały się obiektem szczegółowych analiz, dzięki którym poznano okoliczności katastrofy promu Columbia.

O godzinie 14:44 CET prom zetknął się z atmosferą Ziemi w miejscu zwanym „Entry Interface”. Dziesięć minut później, o 14:54 CET, kontrola lotu otrzymała pierwszy niezrozumiały sygnał – cztery sensory ciśnienia hydraulicznego podały wartość „poniżej zakresu”, sugerujące potencjalną awarię w lewym skrzydle promu. Rozpoczęły się dyskusje na ten temat. Inne parametry lotu oraz odczyty sensorów pozostawały w normie.

O godzinie 14:58 CET zanotowano niepokojący sygnał – sensory zainstalowane przy głównym podwoziu lewego skrzydła zanotowały utratę ciśnienia w obu oponach. Sytuacja stała się bardziej niepokojąca – lądowanie z niesprawnymi oponami mogło oznaczać uszkodzenie promu. Kontrola lotu postanowiła wymienić informacje na ten temat z dowódcą misji STS-107. Transmisja ze strony wahadłowca nie została prawidłowo odczytana na Ziemi – postanowiono ponowić próbę.

Osoba odpowiedzialna za komunikację z wahadłowcem (CAPCOM) wypowiedział następujące zdanie skierowane do promu Columbia:
„And Columbia, Houston, we see your tire pressure messages and we did not copy your last call.”
(tłum.: „Columbia, tu Houston, odczytaliśmy wiadomości odnośnie ciśnienia opon, ale nie zrozumieliśmy ostatniej komunikacji”).

O godzinie 14:59 i 37 sekund (CET) dowódca misji STS-107 odpowiedział:
„Roger, bo…”.

Komunikat został przerwany w połowie słowa. Jak się później okazało, był to ostatni odebrany sygnał z promu Columbia, choć kontrola lotu jeszcze o tym nie wiedziała.

Widok na kontrolę lotu tuż po utracie kontaktu z Columbią - 14:59 CET, 1 lutego 2003 roku / Credits - NASA
Widok na kontrolę lotu tuż po utracie kontaktu z Columbią – 14:59 CET, 1 lutego 2003 roku / Credits – NASA

Utrata sygnału z promu w tym okresie powrotu na Ziemię nie jest niczym niepokojącym, zatem kontrola lotu przez kolejne kilka minut czekała i próbowała nawiązać kontakt. Póki co zebrane dane sugerowały możliwość awarii przy oponach lewego podwozia głównego promu – była to dość poważna sprawa, ale jeszcze nie krytyczna. Przez kilka następnych minut CAPCOM wywoływał prom (słynne “Columbia, comm check”) na różnych częstotliwościach a kontrola lotu czekała na dane ze stacji radarowej na Florydzie.

Tymczasem obserwatorzy w Teksasie, około godziny 15:00 CET, zaobserwowano ślad promu rozpadający się na coraz mniejsze ślady. Z pewnością nie wyglądało to na typowy powrót wahadłowca na Ziemię. Ten obraz szybko zaczęły pokazywać stacje telewizyjne. W momencie utraty kontaktu z Columbią prom znajdował się na wysokości około 60 km i poruszał się z prędkością około 18 Mach.

{youtube}uY1KPHzoYw0{/youtube}
Zsynchronizowany zarejestrowany materiał wideo z końca misji STS-107 / Credits –  Chris Valentine

Kilka minut później różnej wielkości obiekty – elementy wahadłowca, zbiorniki, poskręcane i spalone części wykonane z aluminium, płytki ceramiczne a nawet szczątki ludzkie – zaczęły spadać w obszarze o długości kilkuset kilometrów. Wówczas już było wiadome – nastąpiła katastrofa promu Columbia, której prawdopodobnie nikt jej nie przeżył. Od katastrofy do momentu lądowania dzieliło zaledwie 16 minut…

Szczątki po katastrofie promu Columbia / Credits - NASA, CNN, SFG, DC
Szczątki po katastrofie promu Columbia / Credits – NASA, CNN, SFG, DC

Kontrola lotu, nie mająca dostępu do telewizji, otrzymała informację (poprzez prywatną rozmowę jednego z kontrolerów) o rozpadającym się wahadłowcu dopiero o 15:12 CET – wówczas Columbia powinna się znajdować nad Florydą i rozpoczynać skręt w kierunku pasa lądowego w KSC. Dopiero wtedy zorientowano się, że prom został utracony. Zadecydowano o „zamknięciu drzwi” i wprowadzeniu procedur na wypadek katastrofy.

W ciągu kilku godzin od katastrofy stało się jasne, że w trakcie przedzierania się przez górne warstwy atmosfery Columbia uwolniła sporo szczątków zanim doszło do zniszczenia promu. Ówczesny prezydent USA – George Bush Jr – o godzinie 20:00 CET wygłosił orędzie do narodu, informując o katastrofie problemu, podczas którego powiedział “The Columbia is lost; there are no survivors”.

Strona druga podsumowania

 {module [346]}

1 2 3 4
Share.

Comments are closed.