Kosmiczna niedziela w Gliwicach

0

W niedzielę 13 maja w Gliwicach ponad pięćdziesięcioro dzieci, w ramach trzeciej już imprezy „Laboratorium Małego Misia”, mogło usłyszeć, zobaczyć i – w pewnym sensie – doświadczyć ciekawostek prawdziwie kosmicznych.

Dwa dni po ogłoszeniu informacji o Kosmicznym Laboratorium, lista jego uczestników była zamknięta. Telefony dzwoniły aż do piątku; niestety, wolnych miejsc dla przedszkolaków już nie było… Zainteresowanie spotkaniem przerosło możliwości organizacyjne.

Choć Gliwice nie szczycą się posiadaniem Centrum Nauki Kopernik, to mali mieszkańcy tego miasta mogą systematycznie zgłębiać tajniki nauk ścisłych. A to za sprawą cyklicznie organizowanych Laboratoriów Małego Misia. Po chemicznym, geograficznym i fizycznym w maju przyszła kolej na Kosmiczne Laboratorium. Ponad dwugodzinne warsztaty dla najmłodszych przygotowała wraz z grupą zapalonych gliwickich nauczycieli: Zbigniewem Gawronem ZSO nr 10 i GM nr 3, Martą Lewandowską GM nr 3, Dagmarą Czerwińską-Wróbel ZSO nr 11,Beatą Zimnicką ZSO nr 11, Justyna Gałuszką-Zając ZSO nr 3, Małgorzatą Szymaszek ZSS Zabrze – p. Ewa Trybalska- doradca metodyczny ds. chemii reprezentująca Gliwicki Ośrodek Metodyczny oraz p. Bożena Harazim z UM Gliwice – inicjatorka takich spotkań dla przedszkolaków.

Grupa blisko pięćdziesięciorga kilkulatków pod opieką swoich opiekunów oraz wolontariuszy – uczniów Liceum nr1, Liceum nr 2 , Liceum nr 5, Gimnazjum nr 3 z Gliwic oraz ZSS w Zabrzu niedzielne, pochmurne popołudnie 13 maja 2012r. spędzała w Młodzieżowym Domu Kultury przy ul. Barlickiego, wykonując fizyczne doświadczenia, słuchając specjalnie dla nich przygotowanych wykładów – opowieści o Kosmosie, Ziemi, oglądając zdjęcia, filmy, układając kosmiczne puzzle… Poszukiwała też odpowiedzi na pytanie ,,Dlaczego Księżyc zmienia kształt?”. Kilkulatkowie mogli przekonać się, ile wyniesie ciężar tego samego ciała na różnych planetach. Czekały na nich też gry i zabawy ruchowe, a także niespodzianki kąciku plastycznym. Nie sposób wyliczyć wszystkich atrakcji, bo też to nie ich ilość była najważniejsza.

Nie zabrakło również zaproszonych gości. Z wielką lunetą i jeszcze większym własnoręcznie wykonanym teleskopem wnoszonym mozolnie i z ogromnym poświęceniem na 4. piętro domu kultury przybyli: p. Aleksander Kurek, p. Marian Legutko, p. Stanisław Papis oraz p. Jerzy Strzeja.

– Zazwyczaj mamy do czynienia z młodzieżą gimnazjalną lub licealną. Pierwszy raz spotykamy się z taką grupą odbiorców. To nasze nowe doświadczenie. Ale są oni równie wymagający. Nie wolno przecież bagatelizować ich ciekawości świata, nie odpowiadać na stawiane pytania, choć czasem, nam dorosłym, wydają się dziwne. My staramy się bywać tam, gdzie można zaszczepiać wiedzę o Kosmosie. Laboratorium to naprawdę ciekawy sposób na jej popularyzację. Przecież tu, wśród tych kilkulatków spotkaliśmy takich, którzy z błyskiem w oku słuchali opowieści o gwiazdach, oglądali zdjęcia nieba, podziwiali Kolekcję Upadłych Gwiazd – fragmenty meteorytów, zadawali konkretne pytania. Oczywiście, liczna grupa, zwłaszcza chłopców, interesowała się przede wszystkim zrobionym przez naszego kolegę teleskopem i tą oto lunetą. Ale to właśnie najlepszy sposób, aby rozbudzić pasje – pozwolić dotknąć, samemu zbadać, działać – mówi jeden z członków Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii.

Mimo iż dzieci nie znały treści prawa zachowania pędu, doskonale potrafiły wytłumaczyć, dlaczego rakieta – przywiązany do sznurka nadmuchany balonik, z którego na ich oczach odcięto nożyczkami koniec – leci w określonym kierunku. Przekrzykiwały się w udzielaniu odpowiedzi na pytania związane z kolorem uzyskanym wskutek połączenia barw. Dla jednych był to zielony, inni wskazywali na niebieski, ale byli i tacy, którzy znali właściwą odpowiedź, bo przecież sami mogli przekonać się o tym, bacznie obserwując mechanicznie wprawioną w ruch Tarczę Newtona.

– Czy wszystkie gwiazdy są tak dramatyczne? – zapytała jedna z uczestniczek wsłuchana w opowieść o gwiazdozbiorach, po poszukiwaniu Gwiazdy Polarnej na specjalnie przygotowanej na to spotkanie, rozłożonej na podłodze, wielkiej mapie nieba. No tak, czy one są dramatyczne? Ciekawe, czy my, dorośli potrafimy się jeszcze w ten sposób dziwić i tak pytać…
– Przyjechaliśmy z Lublińca. Trzeci raz nasza wnuczka uczestniczy w takich warsztatach. Poprzednimi była tak zachwycona, że buzia jej się nie zamykała. To naprawdę doskonały pomysł na rodzinną niedzielę, spędzoną nie w supermarkecie czy przed telewizorem- mówią opiekunowie Ani.

Wśród tłumu, niewątpliwie, wyróżniali się wolontariusze – w białych fartuchach laboranta, otoczeni przypisaną do nich grupką maluchów trzymających indeksy w rękach. To trzecia ich niedziela spędzona w ten sposób. Nie za piątkę z fizyki czy chemii, podwyższoną ocenę zachowania. Nie. I bez tego mają najlepsze oceny. Przyszli tu, bo chcieli, bo jak mówią – jest fajnie. Widać jednak ich zmęczenie. To naprawdę odpowiedzialne zajęcie. Nimi zachwyceni są nie tylko najmłodsi. Rodzice bez obaw powierzają im swoje dzieci.

– Jesteśmy pod wrażeniem przede wszystkim tego, że te kilkuletnie dzieci posiadają tak rozległą wiedzę o świecie. Naprawdę nas to zaskoczyło. To niesamowite, ile oni wiedzą o Kosmosie, prawach rządzących światem – mówią wolontariusze, licealiści.

Na dużej scenie domu kultury stoi naturalnej wielkości astronauta, Neil Armstrong, z wyciętą twarzą. Każdy – i dorosły, i maluch – może włożyć swoją głowę w otwór i uwiecznić się na fotografii. Podobny znajduje się w Planetarium Śląskim w Chorzowie. To stamtąd ten pomysł, ale nie tylko on. Dyrektor Planetarium, p. Lech Motyka oraz p. Bogusława Zagoła również to niedzielne popołudnie spędzili na Kosmicznym Laboratorium. Każdemu uczestnikowi podarowali Kalendarz astronomiczny.

– Cenię ludzi z pasją. Dlatego tu jestem. Bez nich zarówno moje Obserwatorium, jak i to spotkanie nie miałoby prawa bytu, takie inicjatywy nie miałyby szans na powodzenie – mówi pan dyrektor.

Zmęczone, ale jakże radosne twarze maluchów. W dłoniach indeks, długopis, papierowy Wahadłowiec, który wystrzelony z butelki miał dolecieć do celu – rodzica, no i… nagroda książkowa. I jeszcze gwizdek, hit Laboratorium. Ponadto – zadowolenie, błysk w oku, nieodparta chęć powrotu na takie spotkania. I to, co najważniejsze – niezaspokojona ciekawość. Ciekawość świata. Czy to nie najpiękniejsza laurka dla organizatorów?

Agata Cira, GM Nr 3 w Gliwicach
Ewa Trybalska, ZSO Nr 3 w Gliwicach

Gliwickie warsztaty  /  Credit - E. Trybalska

Gliwickie warsztaty  /  Credit - E. Trybalska

Share.

Comments are closed.