Wywiad ze Sławomirem Zdybskim z biura edukacyjnego ESA

0

Zapraszamy do przeczytania wywiadu ze Sławomirem Zdybskim, Polakiem pracującym w biurze edukacyjnym Europejskiej Agencji Kosmicznej.

W krótkim wywiadzie Sławomir Zdybski przybliża działanie jednej z największych agencji kosmicznych od strony projektów edukacyjnych oraz dzieli się doświadczeniami z pracy w ESA. Z rozmowy dowiedzieć się też można m.in. jak Polacy nie wykorzystują swoich szans w programach, co planuje ESA Edu Office i co czeka satelitę ESEO.

Sławomir Zdybski podczas wystąpienia na IAC 2011 / Credits: S. ZdybskiRedakcja: Od kiedy pracujesz w ESA?

Sławomir Zdybski: Pracuję w ESA od początku września 2010 r. Przez pierwszy rok moje biuro znajdowało się w ESAC (European Space Astronomy Center) pod Madrytem, jednak we wrześniu 2011 r. przeniosłem się do ESTEC (European Space Research and Technology Centre) w Holandii.

R: Czym zajmujesz się w ESA EO?

SZ: Dotychczas większość czasu zajmowały mi projekty wewnątrz-agencyjne w ramach International Space Education Board (ISEB, złożonego z Education Office ESA, NASA, JAXA, CSA oraz CNES i VSSEC). Jako członek ISEB z ramienia ESA współorganizowałem Student Participation Program na COSPAR 2010 w Bremen, International Astronautical Congress (IAC) 2010 w Pradze oraz IAC 2011 w Kapsztadzie. Obecnie zaczynamy przygotowania do Student Participation Programme na IAC 2012 w Neapolu i zachęcam wszystkich studentów z Polski do aplikowania o stypendia ESA w momencie, kiedy ogłosimy konkurs.

Ponadto koordynowałem udział europejskich studentów w prestiżowej NASA Academy. W tym roku po raz pierwszy w historii programu udało nam się wysłać studentów z Europy do dwóch centrów NASA – Goddard Space Flight Center pod Waszyngtonem oraz Ames Research Center w Kalifornii. Z przykrością stwierdzam, iż nie otrzymaliśmy ani jednego zgłoszenia z Polski.

Wewnątrz ESA koordynowałem uniwersyteckie kampanie eksperymentalne w warunkach mikrograwitacji w ramach programów „Fly Your Thesis!” (loty paraboliczne na pokładzie samolotu Airbus A300 Zero-G) i „Drop Your Thesis!” (Zarm Drop Tower w Bremen) oraz w warunkach hipergrawitacji w ramach „Spin Your Thesis!” (Wirówka Large Diameter Centrifuge w ESTEC).

R: Zawsze myślałeś o pracy w agencji kosmicznej czy była to decyzja spontaniczna?

SZ: Kiedy wybierałem się na studia na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, moim zamiarem była praca w jednym z wiodących ośrodków naukowych na świecie, a nie w agencji kosmicznej. Dopiero w momencie, kiedy zaprezentowałem swoją pracę dyplomową na jednym z IAC, będąc przy tym jednym z 20 studentów sponsorowanych przez ESA, zrozumiałem, że najodpowiedniejsza będzie dla mnie kariera w szeroko pojmowanym sektorze kosmicznym. Od tamtego momentu dążyłem do znalezienia interesującej pracy związanej z kosmosem i tak się złożyło, że były to pozycje w agencjach kosmicznych.

R: Jak toczyła się do tej pory Twoja kariera związana z astronautyką?

SZ: Moja kariera jest nadal we wczesnej fazie, ale udało mi się już pracować w dwóch dużych agencjach kosmicznych. Po studiach na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz później na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie, aby móc znaleźć zatrudnienie w sektorze kosmicznym, musiałem się odrobinę przekwalifikować. Aplikowałem na studia na prestiżowym International Space University (ISU) we Francji i udało mi się uzyskać stypendium ESA. Od momentu uzyskania dyplomu Masters ISU było już łatwiej – w dużej mierze dyplom tej uczelni otworzył mi drzwi do pracy w NASA Goddard Space Flight Center, a następnie w centrach ESA – ESAC oraz ESTEC. W tym czasie przez jeden rok akademicki pracowałem jako teaching associate na ISU, co też było ciekawym zajęciem.

Tak jak wspomniałem, na razie jestem na początku swojej kariery. Mam jednak nadzieję, że doświadczenie, jakie zdobyłem i zdobywam każdego dnia, będę mógł w przyszłości wykorzystać w Polsce, kiedy dojdzie do utworzenia agencji kosmicznej z programem kosmicznym z prawdziwego zdarzenia.

R: Jak to jest pracować w wielonarodowej, wielojęzykowej i wielokulturowej organizacji, jaką jest ESA? Jakie są tego plusy, a jakie minusy?

SZ: ESA ze swoimi 19 krajami członkowskimi i dodatkowym elementem w postaci krajów współpracujących jest istotnie organizacją wielonarodową, wielojęzykową i wielokulturową. Dodałbym do tego – ESA jest bardzo interdyscyplinarna.

Pomimo pewnych ogólnych reguł panujących w ESA pracownicy różnych narodowości mają różne style pracy, różne przyzwyczajenia. Należy z tym przejść do porządku dziennego, uszanować tę odmienność i tak też wszyscy starają się postępować.

Aby wszystko odbywało się bez większych problemów wyposażono nas w bardzo ważne narzędzie – wspólne, ustalone odgórnie języki urzędowe. Mimo że na korytarzach ESTEC i innych ośrodków ESA można usłyszeć większość europejskich języków, formalnie obowiązują dwa – francuski i angielski, co bardzo usprawnia naszą pracę.

Mi osobiście nigdy nie było trudno odnaleźć się w wielonarodowej strukturze ESA ze względu na doświadczenia ze studiów na ISU, gdzie 55 studentów reprezentowało 26 państw – od Trynidadu i Tobago przez Zambię po Malezję. Dzięki temu nauczyłem się współpracować z ludźmi z innych kręgów kulturowych. Teraz to procentuje w ESA. Tak na marginesie – jednym z 55 studentów, o których wspomniałem, był Diego Urbina, który w tym momencie reprezentuje Europę w misji Mars500.

Co do plusów struktury społecznej ESA – odmienne grupy ludzi często na różne sposoby podchodzą do danego problemu czy zagadnienia i dzięki temu możemy uzyskać wiele różnorodnych rozwiązań danej sytuacji.

I tutaj pojawia się negatywna strona – grupy o odmiennych pomysłach czy poglądach muszą współpracować, aby osiągnąć kompromis. Czasami zabiera to więcej czasu, niż byśmy chcieli.

R: W jakim najciekawszym projekcie pracowałeś do tej pory?

SZ: Najciekawszym i najbardziej inspirującym projektem, w jakim miałem okazję pracować, był, z oczywistych względów, Constellation Program amerykańskiej agencji kosmicznej. Zadaniem mojej grupy – pracującej w NASA Goddard Space Flight Center w ścisłej współpracy w grupami z Johnson Space Center w Houston oraz Kennedy Space Center na Florydzie – było stworzenie urządzenia do czyszczenia skafandrów z pyłu księżycowego.

Jak pamiętamy z misji Apollo, pył kosmiczny przysporzył wielu kłopotów w trakcie i po spacerach EVA na powierzchni Księżyca. Próby czyszczenia skafandrów szczotkami okazały się wówczas nieefektywne i niewystarczające. Constellation Program zakładał znacznie dłuższe spacery po Księżycu, dlatego też niezbędne było urządzenie, które wydajnie czyściłoby skafandry.

Czyszczenie mechaniczne, np. szczotkami, ze względu na właściwości fizyczne pyłu księżycowego, zostało odrzucone i musieliśmy wymyślić nowy sposób. Po obszernych analizach właściwości pyłu przywiezionego przez załogę Apollo 17 wpadliśmy na pomysł stworzenia urządzenia, które usuwa pył wykorzystując oddziaływania elektrostatyczne.

Moim największym wkładem była zmiana designu urządzenia, dzięki czemu efektywność czyszczenia wzrosła z kilku-kilkunastu procent do ponad 90. Urządzenie jest już opatentowane przez NASA, jednak po odwołaniu Programu Constellation nic nie wskazuje na to, aby amerykańscy astronauci mieli okazję je wykorzystać w niedalekiej przyszłości. Kontaktowali się za to ze mną przedstawiciele Chińskiej Agencji Kosmicznej…

R: Co możesz doradzić ludziom chcącym podjąć pracę w agencji kosmicznej?

SZ: W niedalekiej przyszłości, kiedy już będziemy mieli własną agencję kosmiczną i będziemy należeć do ESA, będzie łatwiej. Na dziś radzę zaangażować się w projekty związane z kosmosem jak najwcześniej, idealnie w trakcie studiów. Radzę aplikować o granty, stypendia, uczestnictwo w warsztatach czy sympozjach, kiedy tylko nadarzy się okazja i nie zrażać się niepowodzeniami. Dobrze jest poznać środowisko ekspertów na jednym z wielu kongresów, najlepiej prezentując swoje osiągnięcia.

Ważne jest też multidyscyplinarne podejście do problemów. Należy być ekspertem w swojej dziedzinie, lecz nie można zapominać, iż tak samo ważna jest umiejętność porozumienia się z przedstawicielami innych specjalności, jak choćby z prawnikami czy ludźmi zajmującymi się finansami.

R: Od czego zależy, czy w danym programie edukacyjnym lub konkursie mogą wziąć udział tylko państwa członkowskie ESA, a nie również PECS czy inne? Czy rządzą tym finanse, czy raczej parytety?

SZ: Rzeczywiście w przeszłości zdarzały się programy, do których kraje PECS nie były zapraszane. Obecnie staramy się, aby każda z inicjatyw była dostępna dla krajów PECS tak samo, jak dla krajów członkowskich ESA.

R: Jakie są priorytety na najbliższe lata w działaniu Edu Office?

SZ: W tym momencie wszyscy skupiamy się na pierwszym starcie rakiety Vega z europejskimi CubeSatami na pokładzie. Będzie to na pewno wielkie wydarzenie nie tylko dla Education Office, ale dla całej Agencji.

Większość CubeSatów, łącznie z polskim PW-sat, pomyślnie przeszło już inspekcje w ESTEC i będą niedługo wysłane do Kourou w Gujanie Francuskiej.

Ze względu na skomplikowaną sytuację finansową panującą na całym świecie, także w ESA, naszym priorytetem na najbliższą przyszłość będzie utrzymanie projektów edukacyjnych, które są popularne i dają wartościowe rezultaty. Mam na myśli Drop, Spin, Fly Your Thesis, kampanie REXUS/BEXUS (Rocket and Balloon Experiments for University Students). Do tego mamy nadzieje przyśpieszyć z projektami ESEO (European Student Earth Orbiter) i ESMO (European Student Moon Orbiter). Dla mnie osobiście priorytetem jest pomoc w utworzeniu ESA Academy.

R: Ostatnie nasze pytanie dotyczy ESEO, gdyż w projekcie tym pracowali i pracują również studenci z Polski. Czy EduOffice może potwierdzić pogłoski o zmianie głównego wykonawcy satelity ESEO?

SZ: Aż do końca fazy B2 głównym wykonawcą projektu była Compagnia Generale per lo Spazio, wcześniej znana jako Carlo Gavazzi Space. Obecnie zależy nam na przyspieszeniu prac i utrzymaniu harmonogramu. Będzie się to wiązać z głębszymi zmianami, jednak zmiany głównego wykonawcy na razie nie mogę potwierdzić.

R: Dziękujemy za rozmowę.

Share.

Comments are closed.