NASA – Space Goals Task Force (1987)

0

Katastrofa wahadłowca Challenger w styczniu 1986 roku obnażyła wiele słabości amerykańskiego programu kosmicznego. NASA, która zaledwie 14 lat wcześniej wzniosła się aż do Księżyca, cierpiała na chroniczne niedofinansowanie od czasu rozpoczęcia działalności Administracji Nixona w latach 1969-1974. W tym samym czasie oczekiwania wobec promu kosmicznego wciąż rosły, aż w styczniu 1984 roku Prezydent Ronald Reagan wezwał NASA do użycia floty samolotów kosmicznych do budowy stacji kosmicznej w ciągu dekady, która miała się znajdować na orbicie Ziemi.

NASA chętnie wspierała podobne oczekiwania. Prom kosmiczny, jak obiecywano, pozwoli na tanie i częste loty. Umożliwiłoby to zastąpienie wszystkich rakiet jednorazowego użytku, będących na usługach NASA. Loty te byłyby tak tanie, że załogi promów kosmicznych byłyby w stanie serwisować satelity na orbicie ziemi i byłoby to opłacalne pod względem ekonomicznym. Wahadłowce pozwoliłyby także na niezawodne wynoszenie pojazdów przeznaczonych do bezzałogowej eksploracji planet Układu Słonecznego, oszczędzając tak wiele funduszy, że mogłoby to oznaczać w konsekwencji wręcz świt nowej ery badań bezzałogowych. Przyczyniłyby się również do zapewnienia bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych poprzez wynoszenie tajnych ładunków wojskowych. Byłyby także wystarczająco bezpieczne, aby móc zabierać na pokładzie pasażerów nie będących astronautami – naukowców, nauczycieli, dziennikarzy i innych. Wahadłowce otworzyłyby również drzwi do nowych programów kosmicznych. NASA uznała więc, że stacja kosmiczna byłaby „kolejnym logicznym krokiem” następującym po projekcie samolotu kosmicznego. Oznaczało to, że nie będzie innych kroków, następujących po stacji kosmicznej w późnych latach 90 i dalej.

Nawet przed katastrofą Challengera, która spowodowała, że wiele planów NASA stanęło pod znakiem zapytania, Prezydent Reagan znalazł się pod presją by wyznaczyć agencji kosmicznej konkretny cel długoterminowy, który zapewniłby wyraźne uzasadnienie i kierunek rozwoju dla programów wahadłowców i stacji kosmicznej. Pod koniec 1984 roku, Kongres wydał mandat, w którym domagał się aby Biały Dom wyznaczył niezależną komisję do zbadania długoterminowych opcji NASA oraz do wydania zaleceń. Narodowa Komisja Przestrzeni Kosmicznej (National Comission on Space – NCOS) rozpoczęła swoją zaplanowaną na rok pracę w dniu 29 marca 1985 roku. Reagan wykorzystał przy tym osobę Administratora NASA z ery lotów Apollo – Thomasa Paine’a, który objął przewodnictwo w nowo powołanej komisji. Wśród członków NCOS zawierały się osoby tak zasłużone w programie kosmicznym jak: Neil Armstrong – pierwszy człowiek spacerujący po Księżycu, Chuck Yeager – pilot, który jako pierwszy przekroczył barierę dźwięku, oraz Kathryn Sullivan – pierwsza amerykanka, która odbyła spacer kosmiczny.

Raport NCOS zatytułowany „Pioneering the Space Frontier”, dotarł do wiadomości mediów w Marcu 1986 roku i został formalnie zaprezentowany w Białym Domu i Kongresie w dniu 22 lipca 1986 roku. Wyznaczał on takie cele jak wykorzystanie promów kosmicznych w pełni wielorazowego użytku, budowa ciężkich rakiet nośnych, portu kosmicznego na orbicie okołoziemskiej, stacji kosmicznej o zmiennej grawitacji do badań biomedycznych, „kopalni” tlenu na Księżycu, pojazdów „liniowców” kursujących pomiędzy Ziemią a Marsem, placówki na Fobosie oraz bazy naukowej na Marsie. Raport dotykał bardzo szerokiej listy zagadnień począwszy na samo-replikujących się fabrykach, przez pojazdy podwodne przeznaczone do badań hipotetycznego wodnego świata Urana, na udziale Stanów Zjednoczonych w obchodach Międzynarodowego Roku Kosmicznego kończąc.

Pojawiając się tuż po pierwszej katastrofie promu kosmicznego oraz wykrytych uchybieniach NASA, program zaproponowany przez NCOS wydawał w najlepszym razie „wybujały”. W efekcie Administracja Reagana po cichu, bez rozgłosu odłożyła po prostu raport NCOS na półkę. Zaniepokojenie brakiem długoterminowego kierunku rozwoju dla NASA nie zmniejszyło się jednak zupełnie. Jeśli już dało się zauważyć jakąś zmianę, to raczej o odwrotnym trendzie – obawy wręcz się zwiększyły, tym bardziej, że w marcu 1986 roku Związek Radziecki umieścił stację kosmiczną Mir na orbicie okołoziemskiej. Wiele osób obawiało się, że cywilna amerykańska agencja kosmiczna straciła nie tylko swoje wyczucie właściwego kierunku rozwoju, ale także swoje miejsce jako światowy lider w dziedzinie lotów kosmicznych.

W dniu 18 sierpnia 1986 roku, Administrator NASA James Fletcher mianował Sally Ride, pierwszą amerykankę w kosmosie, na pozycję Specjalnego Asystenta ds. Planowania Strategicznego. Powierzył jej zadanie przygotowania nowego planu określającego przyszłość NASA – jednak bardziej precyzyjnego i realistycznego niż wcześniejszy plan NCOS – który mógłby określić metody jakie pozwoliłyby Stanom Zjednoczonym na zademonstrowanie swojego przywództwa w przestrzeni kosmicznej.

Opracowując swoje sprawozdanie, Sally Ride otrzymała ze strony NASA początkowy wkład w formie 3,5-stronicowego raportu pochodzącego z NASA Space Goals Task Force, dwunastoosobowej grupy wyznaczonej przez przewodniczącego Komitetu Doradczego NASA (NASA Advisory Council), Daniela Finka, i kierowanego przez pilota modułu dowodzenia w misji Apollo 11 – Michaela Collinsa. Rada Doradcza NASA dała swoje błogosławieństwo końcowemu raportowi SGTF Collinsa na posiedzeniu w dniach 3-4 marca 1987 roku i Fink przesłał go Fletcherowi 16 Marca.

Space Goals Task Force oświadczyło, że „śmiały cel, wyraźnie określony” przyczyniłby się nie tylko do wzrostu świadomości społecznej na temat NASA, ale również pomógłby agencji kosmicznej w „skupieniu się i jasnym zdefiniowaniu” swoich programów. Mars, jak stwierdziła grupa, wyróżniał się jako „jedno ciało, które najprawdopodobniej w największym stopniu skupi uwagę [opinii publicznej]i wzbudzi powszechny entuzjazm i wsparcie, jednocześnie umożliwiając uzyskanie istotnych możliwości naukowych oraz technologicznych w trakcie realizacji programów”. SGTF wezwał do publicznej deklaracji, że astronauci „badający i eksplorujący Marsa” będą od tej pory „głównym celem” dla NASA.

SGTF następnie przedstawiło „wstępne kroki”, które Stany Zjednoczone musiałyby podjąć nim Amerykanie mogliby wylądować na Marsie. Po pierwsze, wahadłowce kosmiczne musiałyby wznowić działalność, a nowo opracowane rakiety jednorazowego użytku powstałyby w celu ich uzupełnienia i zapewnienia  Ameryce nieprzerwanego dostępu do przestrzeni kosmicznej. Finansowanie badań musiałoby zostać zwiększone, aby odwrócić „poważne osłabienie naszej [amerykańskiej] bazy technologii [kosmicznej]”, które postępowało od początku lat siedemdziesiątych. Ponadto, konieczny byłby „agresywny” program misji marsjańskich robotów-prekursorów.

NASA musiałaby również jak najszybciej zakończyć program Stacji Kosmicznej, aby mogła ona posłużyć jako platforma testowa dla rozwoju technologii wymaganych przez Program Marsjański oraz jako laboratorium przeznaczone do badań efektów oddziaływania długotrwałych lotów kosmicznych na ludzką fizjologię. „Stacja Kosmiczna sama w sobie jest elementem ludzkiej ekspansji [w przestrzeń kosmiczną]” stwierdziło SGTF, „ale jest o wiele bardziej istotna ze względu na swoją rolę w budowaniu możliwości przeprowadzania programów, które pozwolą osiągnąć i zademonstrować przywództwo [w lotach kosmicznych]”.

Kiedy Amerykanie postawią stopę na Marsie, kontynuował raport, jest pożądane by zrobili to w ramach „pokojowego przedsięwzięcia wykonanego w imię całej ludzkości”. Twierdzono bowiem, że amerykańskim badaczom Marsa powinni „w sprzyjających okolicznościach” towarzyszyć astronauci innych „kwalifikujących się narodów”, wliczając w to Związek Radziecki.

Space Goals Task Force wzywał do określenia “realistycznego harmonogramu” dla swojego Programu Marsjańskiego, który zapewniłby “stabilne planowanie I realizowanie badań w sposób uporządkowany, jako seria kolejnych kroków”. W ramach wysiłków zmierzających do opracowania takiego planu, „decyzja czy Księżyc powinien znaleźć zastosowanie jako „odskocznia” na Marsa, lub czy nie powinien grać żadnej roli” będzie musiała zostać podjęta.

Raport brał też pod uwagę możliwości komercyjne, które mogłyby powstać w wyniku przeprowadzenia proponowanego Programu Marsjańskiego. SGTF twierdziło, że NASA będzie mogła „przyciągnąć” komercyjne przedsięwzięcia poprzez swój wznowiony program badawczy, dodając, że „w historii tego Narodu [amerykańskiego] jest wiele przykładów udanego działania stymulowanego przez technologie wynikające z poszukiwania nowych granic”. „Wyzwania techniczne związane z programem ludzkiej eksploracji Marsa są podobnej wielkości” dodawał raport, tak, że będą one musiały „z całą pewnością dostarczyć wielu bezpośrednich i pośrednich bodźców stymulujących amerykański przemysł”.

Raport Space Goals Task Force wpłynął na Sally Ride i jej raport z sierpnia 1987 roku zatytułowany „Przewodnictwo i Amerykańska Przyszłość w Kosmosie” (Leadership and America’s Future In Space), choć starała się ona nadać równy nacisk na wszystkie cztery inicjatywy umożliwiające takie przewodnictwo (skierowane na Ziemię, bezzałogową eksplorację Systemu Słonecznego, placówki na Księżycu oraz lotu załogowego na Marsa). Michael Collins następnie zabrał głos wyrażając swoje wsparcie na programu NASA koncentrującego się na Marsie, którego zalecała jego grupa robocza. W artykule, który ukazał się w czasopiśmie National Geographic z listopada 1988 roku oraz jego książki wydanej w 1990 roku „Misja na Marsa”, wzywał on NASA do pominięcia Księżyca i wysłania ludzi na Marsa  już w 2004 roku.

David S.F. Portree
Beyond Apollo blog

Na podstawie:
Letter with enclosure, Daniel J. Fink to James C. Fletcher, NASA Space Goals Task Force Final Report, March 16, 1987.
Humans to Mars: Fifty Years of Mission Planning, 1950-2000, David S. F. Portree, Monographs in Aerospace History #21, NASA SP-2001-4521, February 2001, pp. 68-69.

Michael Collins w Module Dowodzenia w trakcie misji Apollo 11 (NASA)

Share.

Comments are closed.