Posłańcy Bogów: dzieje Projektu Merkury – część ósma: przecierając szlaki

0

W maju przyszłego roku czeka nas pól wieku od pierwszego załogowego lotu w ramach programu Merkury. W serii poniższych artykułów przypomnimy zatem historię programu od jego rozpoczęcia do zakończenia w 1963 roku. Wersję PDF całego artykułu można pobrać z wątku umieszczonego na Polskim Forum Astronautycznym.

Część ósma: przecierając szlaki

Planowanie lotu oznaczonego kryptonimem Mercury – Atlas 8 rozpoczęło się jeszcze w lutym 1962 roku, po zakończeniu misji Glenna. Decydenci, wśród nich Donald K. Slayton, postanowili, że wykonanych zostanie sześć okrążeń Ziemi, tym samym czas przebywania astronauty w Kosmosie zostanie dwukrotnie przedłużony. Specjaliści z firmy McDonnel, producenta kapsuły, musieli wprowadzić pewne modyfikacje, dzięki którym zrealizowanie planów NASA okaże się możliwe. Dotyczyły wydłużenia żywotności poszczególnych komponentów pojazdu, udoskonalenia systemu sterowania poprzez zmniejszenie ciągów silniczków korekcyjnych – w celu oszczędzania paliwa. Dodano także dwie anteny komunikacyjne wysokiej częstotliwości, zamontowane w module mieszczącym system napędowy pojazdu (retro package).

Celami misji MA – 8 było przetestowanie systemów statku kosmicznego w dłuższym locie orbitalnym, tego jaki wpływ ma na nie dłuższe przebywanie poza Ziemią, oszacowanie tego samego odnośnie organizmu astronauty i porównanie tego wszystkiego z poprzednimi misjami i ćwiczeniami w symulatorze.

Pilotem, który miał wykonać ten lot wyznaczony został Walter Marty Schirra Jr, lat 39. Oficer US Navy, pilot doświadczalny który testował wcześniej w bazie China Lake takie maszyny jak myśliwiec odrzutowy F7U – 3 Cutlass (prawdopodobnie najniebezpieczniejszy samolot w historii lotnictwa Marynarki Wojennej USA) czy odpalał prototypy słynnych pocisków rakietowych Sidewinder. Walczył także w Korei, gdzie na F – 84 posłał w płomieniach do ziemi jednego Miga, uszkodził dwa kolejne. Był świetnie przygotowany do lotu kosmicznego, gdyż spędził 45 godzin ćwicząc do lotu MA – 7, jako dubler Carpentera. Należy do tego jeszcze dodać 31 godzin w ramach treningu przed własnym lotem oraz 57 h w kapsule treningowej i 8 h za sterami symulatora w mieszczącym się w Langley, stan Wirginia ośrodku NASA. „Wally” był także bodaj największym żartownisiem w Mercury Seven. Jego dublerem został Leroy Gordon Cooper Jr.

Centrum Załogowych Lotów Kosmicznych wybrało dwie kapsuły o numerach: 16 i 19. Pierwsza z nich dotarła na Cape Canaveral jeszcze w styczniu 1962, druga w marcu. Technicy z McDonnel zająli się przygotowaniami pojazdów. Prace ruszyły pełną parą w kwietniu, a po majowej misji Carpentera wprowadzono odpowiednie zmiany: wspomniane już zmniejszenie ciągu systemu napędowego. W lipcu ustalono datę startu. Schirra miał udać się w podróż 18 września 1962 roku. Wkrótce uległa ona zmianie. Nosiciel, rakieta Atlas o numerze 113-D znów przysporzyła trochę kłopotów. Miano ją dostarczyć na Przylądek Canaveral pod koniec lipca, ale wskutek drobnych problemów w trakcie testów, ostatecznie opuściła ona zakłady w San Diego 8 sierpnia. Poślizg w czasie wyniósł tydzień i spowodowany był odnalezieniem przez specjalistów z Convair i Sił Powietrznych przecieku w zbiorniku paliwa rakiety na skutek pęknięcia jego ścianki. Datę startu przełożono na 25 września, a następnie po usunięciu wszystkich problemów, na 3 października.

Sigma 7. Tak Walter Schirra ochrzcił swój pojazd kosmiczny. Dlaczego? Przestudiowawszy skomplikowany plan lotu i wiedząc, że misja pociągnie za sobą zakwalifikowanie zdolności kapsuły Mercury do przeprowadzenia misji całodobowej astronauta docenił ogrom pracy włożony przez naukowców. By uczcić inżynierów wybrał właśnie taką, matematyczną nazwę.

Sieć łączności z Mercury została wzbogacona o stację naziemną Quito w Ekwadorze i trzy nowe statki przekaźnikowe. Rozbudowano także zespół odbiorczy, którego trzon stanowił lotniskowiec USS Kearsarge. Okręt ten w asyście trzech niszczycieli oczekiwał na zakończenie misji w rejonie Wysp Midway. Po raz pierwszy w historii amerykańskiego załogowego programu kosmicznego wodowanie miało nastąpić na Oceanie Spokojnym.
Podczas gdy na Cape Canaveral trwały przygotowania do misji, 11 sierpnia Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich umieścił na orbicie okołoziemskiej kolejnego kosmonautę. Był nim Andrijan Grigoriewicz Nikołajew na pokładzie pojazdu Wostok 3. Początkowo wszystko wskazywało na powtórzenie lotu Titowa z sierpnia 1961 roku. Jednak nazajutrz w Kosmosie znalazł się Wostok 4 pilotowany przez Pawieła Romanowicza Popowicza. Propaganda ZSRR ukazała to wydarzenie Światu jako „lot grupowy”.

Nadszedł wreszcie 3 października 1962 roku. Początkowo obawiano się, że plany startu może pokrzyżować pogoda. Służby meteorologiczne monitorowały tropikalną burzę Daisy na Atlantyku i trzy huragany na Oceanie Spokojnym: Dinah, Emma i Frieda. Stan rakiety i statku kosmicznego nie wskazywał żadnych problemów, zatem procedury przedstartowe były w toku.

Astronauta Walter Schirra został obudzony po pięciogodzinnym śnie o 7:40 UTC, po czym wziął prysznic, ogolił się i zjadł lekkie śniadanie w towarzystwie między innymi Roberta Gilrutha, Waltera C. Williamsa i „Deke” Slaytona. Po posiłku fizyk, Howard A. Minners podłączył do ciała pilota czujniki, zaś Joe W. Schmitt asystował przy zakładaniu skafandra ciśnieniowego.

Krótko po godzinie 10:00 Schirra, dźwigając jedną ręką walizkowy system podtrzymywania życia opuścił Hangar S i zająwszy miejsce wewnątrz vana, udał się na wyrzutnię LC – 14.

Na miejscu reprezentujący zespół Convair-Atlas Byron G. MacNabb życzył astronaucie szczęśliwego lotu, po czym Schirra udał się do windy, a o 10:41 zajął miejsce na pokładzie kapsuły Sigma 7 i zapiął pasy. Rozglądając się po kokpicie w trakcie rutynowych czynności przedstartowych, odnalazł zawiniętą w plastikowe opakowanie kanapkę ze stekiem, którą przemycono na pokład, a także… kluczyki do samochodu, zostawione dla żartu przez techników. Właz zatrzaśnięto sworzniami i zespół Mercury – Atlas był w pełni gotów do lotu.

45 minut przed startem stwierdzono, że doszło do awarii radarów w stacji na Wyspach Kanaryjskich, tym samym wstrzymano odliczanie. Nie na długo, wystarczył zaledwie kwadrans by technicy uporali się z problemem i procedury wznowiono.

O godzinie 12:15:11 UTC dnia 3 października 1962 roku nastąpił zapłon silników rakiety Atlas 113-D. Komandor porucznik Schirra na pokładzie Sigma 7 rozpoczął swój lot, określony później jako „rutynowy”. „Mam start” rzucił do mikrofonu astronauta, po czym dodał „a ona (pojazd Mercury) czuje się naprawdę nieźle”. 2 minuty i 7 sekund później miał miejsce BECO, zaś w T + 5 min. 18 sek. SECO. „Sayonara”, powiedział pilot w momencie, gdy za iluminatorem zobaczył oddalającą się, zbędną już wieżyczkę ratunkową. Kapsuła odłączyła się od nosiciela, tym samym rozpoczęła się orbitalna faza misji Mercury – Atlas 8. Perigeum znajdowało się na wysokości 161 km, apogeum 282,9 km, inklinacja 32,5 stopni. Okres obiegu Ziemi wynosił 89 minut, a statek kosmiczny osiągnął prędkość 28 233 km/h – o ponad 16 km/h więcej niż zaplanowano. Walter Schirra, trzeci Amerykanin na orbicie przeszedł na sterowanie ręczne, fly-by-wire i otrzymał informację o możliwości wykonania siedmiu okrążeń. Od razu pilot zauważył, że sterowanie Sigma 7 działa bardzo dobrze.

Niedługo potem ustawił kapsułę w tryb automatyczny. Wszelkie swoje uwagi rejestrował za pomocą pokładowego magnetofonu. Gdy „dryfował” (nazywał to „trybem na szympansa”) nad Wyspami Kanaryjskimi obserwując widoki za oknem, w tym zużyty stopień Atlasa, zaczęła podnosić się temperatura wewnątrz skafandra Navy Mark IV. Ten dyskomfort nie trwał jednak długo – w trakcie lotu nad Antypodami osiągnęła maksymalny próg 32,2 stopni Celsjusza, po czym od następnej orbity poczęła się obniżać. Nad Australią Schirra miał dokonać obserwacji odpalonej z pustyni Woomera flary, jednak… pomylił się twierdząc, że ją spostrzegł – w rzeczywistości zobaczył błyskawicę. Obszar wystrzelenia racy pokrywały chmury, co uniemożliwiło eksperyment podobnie jak w lotach Glenna i Carpentera. Kolejny punkt w programie misji został zrealizowany z pełnym sukcesem podczas drugiego okrążenia, a było to sterowanie pojazdem w przestrzeni kosmicznej bez użycia przyrządów pokładowych – astronauta nawigował (w oparciu o gwiazdy planety, Księżyc i Ziemię) wykorzystując jedynie znajdujący się bezpośrednio przed sobą trapezoidalny iluminator, peryskop oraz mapy nieba. Same widoki z kokpitu nie zrobiły na nim specjalnego wrażenia – Schirra porównał je do obrazów, jakie wielokrotnie obserwował z samolotu, gdy leciał na wysokim pułapie.

W trakcie trzeciej orbity, tuż po zdaniu rutynowego raportu „Deke” Slaytonowi dotyczącego stanu Sigma 7, astronauta dokonał planowanego wcześniej wyłączenia zasilania pojazdu.  Przeprowadził wtedy kolejny eksperyment misji, przygotowany uprzednio przez dr Roberta B. Voasa – zamknął oczy i dotykał ustalonych wcześniej punktów na tablicy przyrządów Mercury. Na dziewięć prób popełnił trzy błędy, jednak „największy” z nich wyniósł jedynie ok 5 centymetrów. Następnie kontynuował obserwacje powierzchni Ziemi, a także posilił się musami (brzoskwiniowym i wołowym) z tub. W 3 h i 44 min. misji, gdy statek kosmiczny znajdował się nad Oceanem Indyjskim, Walter Schirra przywrócił chwilowo zasilanie i przeszedł na sterowanie ręczne, po czym ponownie ustawił kapsułę „na dryf”.

Gdy zbliżał się do Kalifornii, wydobył z podręcznej torby aparat fotograficzny i rozpoczął sesję fotograficzną. Uwiecznił w ten sposób m.in. obszar od Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych, aż po Kubę. Dyrektor Christopher Kraft zasugerował astronaucie, by w trakcie kolejnego przelotu rozejrzał się w rejonie wyspy Zanzibar za sferycznym satelitą-balonem Echo (co się jednak nie udało), a Slayton poprosił o odczyt z dozymetru odnośnie dawki promieniowania, jaką otrzymał pilot – było ono niewielkie. W trakcie czwartej orbity obserwował burze nad kontynentem australijskim, a swój lot żartobliwie porównał z rozmowie z dyżurującym na Hawajach Grissomem do wyglądania przez okno w trakcie podróży pociągiem. Dostał także zgodę na wykonanie kolejnych dwóch okrążeń.

Gdy ponownie zbliżał się do Kalifornii w 6 godzinie i 8 minucie misji, John Glenn, CAPCOM z Point Arguello poprosił Schirrę o kilka słów do radiosłuchaczy i telewidzów w USA. Tymczasem zużycie paliwa było niewielkie (wynosiło tylko ok 20%). Świadczyło to zarówno o umiejętnościach astronauty, jak i udoskonalonym systemie sterowania pojazdem.  W trakcie przelotu nad Filipinami obserwował także światła miejskie Zamboanga na wyspie Mindanao, zaś gdy znalazł się w strefie nowej stacji Quito w Ekwadorze, powitał mieszkańców Południowej Ameryki słowami „Buenos Dias”. Misja powoli zbliżała się ku końcowi, a Schirra rozpoczął w trakcie szóstego obiegu przygotowania do powrotu z orbity, zbierając do podręcznych pojemników drobne przedmioty, jakie unosiły się w kokpicie. Kontynuował również fotografowanie powierzchni Ziemi.

Zanim rozpoczął procedurę powrotu z orbity, przeszedł to trybu fly-by-wire. Pojazd, z zapasami paliwa wynoszącymi aż 78% odpalił swoje silniki nad Oceanem Spokojnym. Miało to miejsce w 8 h i 52 min. lotu. Sigma 7 wtargnęła w atmosferę, a smuga ciągnąca się za powracającym z Kosmosu pojazdem była dobrze widoczna z pokładu okrętu odbiorczego USS Kearsarge. Marynarze służący na innym statku ekipy, niszczycielu USS Renshawusłyszeli również huk, gdy Mercury przekraczał barierę dźwięku. Pojazd w trakcie tego etapu lotu zachowywał się bardzo stabilnie, a jedyne obawy dotyczyły zapasy paliwa – a konkretnie ewentualnych przecieków po wodowaniu. Schirra ręcznie otworzył spadochron kapsuły, po czym wodował zaledwie 8 kilometrów od okrętów zespołu odbiorczego, na oczach ich załóg oraz dziennikarzy goszczących na pokładzie. Misja zakończyła się o 21:28:22 UTC, 440 km na północny – wschód od Wysp Midway i trwała 9 godzin 13 minut i 11 sekund, w trakcie których dokonano sześciu obiegów ziemskiego globu. Nad kołyszącym się na oceanie Sigma 7 zawisł śmigłowiec. Astronauta odmówił jednak skorzystania z transportu powietrznego dla Mercury. Co ciekawe – do okrętu podholowała go załoga wykorzystująca niewielką łódź. Następnie dźwig lotniskowca podniósł kapsułę na pokład, a pięć minut później Schirra odstrzelił właz. Po wyjściu na pokład (oczywiście zgodnie z tradycją musiał poprosić o zgodę dowódcę USS Kearsarge) oświadczył lekarzom: „Czuje się świetnie. To był podręcznikowy lot. Wszystko poszło tak, jak chciałem”. I faktycznie misja zakończyła się pełnym sukcesem, co utorowało drogę do przeprowadzenia pierwszego amerykańskiego lotu całodobowego.

CDN…

Wally Schirra ubierany w skafander ciśnieniowy przed lotem Merkury-Atlas 8 (NASA/128562)

Astronauta udaje się na wyrzutnię startową (NASA/S63-00695)

Wally Schirra zajmuje miejsce w kapsule 'Sigma 7'; pomaga mu Gordon Cooper (NASA/S62-06002)

Centrum kontroli przed rozpoczęciem misji Mercury-Atlas 8 (NASA/S62-05139)

Rakieta Atlas opuszcza wyrzutnię; na szczycie widoczna kapsuła 'Sigma 7' (NASA/S62-07872)

Formacje chmur nad zachodnią częścią Atlanyku sfotografowane w trakcie czwartej orbity MA-8 (NASA/S62-06606)

Kapsuła 'Sigma 7' na chwilę przed wodowaniem (NASA/S62-04534)

Płetwonurek Marynarki sprawdza stan kapsuły i stan mocowania liny holowniczej (NASA/S62-06160)

Kapsuła 'Sigma 7' wciągana na pokład USS Kearsarge (NASA/S62-09050)

Wally Schirra opuszcza swój pojazd kosmiczny na pokładzie lotniskowca USS Kearsarge (NASA/S62-06108)

Share.

Comments are closed.