Posłańcy Bogów: dzieje Projektu Merkury – część siódma: na skrzydłach świtu

0

W maju przyszłego roku czeka nas pól wieku od pierwszego załogowego lotu w ramach programu Merkury. W serii poniższych artykułów przypomnimy zatem historię programu od jego rozpoczęcia do zakończenia w 1963 roku. Wersję PDF całego artykułu można pobrać z wątku umieszczonego na Polskim Forum Astronautycznym.

Część siódma: na skrzydłach świtu

Celem kolejnej misji Project Mercury było właściwie potwierdzenie amerykańskiej obecności w Kosmosie. Przygotowywał się do niej Donald Kent „Deke” Slayton z amerykańskich sił powietrznych. Swój pojazd chciał nazwać Delta 7 (Od czwartej litery greckiego alfabetu, gdyż MA – 7 miał być czwartym załogowym lotem kosmicznym NASA). Wkrótce jednak okazało się, że nie będzie mógł uczestniczyć ani w tym, ani w żadnym następnym locie programu. W czasie badań w wirówce i innych testów wykryto u niego nieprawidłowe funkcjonowanie serca – choroba odebrała mu nadzieję na znalezienie się na orbicie, co było dla pilota wielkim ciosem. Tylko dzięki wielkiemu uporowi, chęci walki i pomocy lekarzy specjalistów przezwyciężył lata później zaburzenia rytmu mięśnia sercowego, w efekcie czego miał szansę polecieć w przestrzeń kosmiczną w ostatniej, międzynarodowej misji statku kosmicznego Apollo, ASTP w 1975 roku. W międzyczasie (1963-72) piastował funkcję szefa zespołu astronautów (Chief of the Astronaut Office) – do jego zadań należało wyznaczenie załóg do kolejnych misji oraz wybór nowych astronautów.

Wobec uziemienia Slaytona, zmieniono załogę misji Mercury – Atlas 7. Miejsce w kabinie pojazdu nr 18 miał zająć dubler Glenna, 37-letni pilot lotnictwa marynarki wojennej, Malcolm Scott Carpenter. Jako jedyny z korpusu astronautów nie latał w wojsku odrzutowcami, ale samolotami o napędzie turbośmigłowym P2V Neptune. Swojej kapsule nadał imię Aurora 7. Jutrzenka. Przybyła ona na przylądek w dniu 15 listopada 1961 roku. Rakieta Atlas 107-D została dostarczona 6 marca 1962 (zakłady Convaira w San Diego, Kalifornia opuściła 25 lutego). Cele misji przygotowywano w oparciu o doświadczenia wyniesione z Friendship 7. Przede wszystkim Carpenter miał częściej niż Glenn używać systemów sterowania ręcznego. Poza tym kolejnymi punktami w planie miały być: obserwacje wschodów i zachodów Słońca, powierzchni Ziemi, świetlnych flar odpalanych z jej powierzchni i nawigowanie za pomocą gwiazd. 24 kwietnia na specjalnym spotkaniu dodano do programu MA – 7 i pierwsze eksperymenty naukowe: wypuszczenie kolorowego balonika z kapsuły, który miał następnie się oddzielić (i służyć jako cel do obserwacji), a także obserwowanie zachowania się płynów wewnątrz szklanej butelki w stanie nieważkości. Fotografowanie horyzontu w świetle dziennym za pomocą niebieskich i czerwonych filtrów także znalazło się na liście zadań dla astronauty. W ramach przygotowań do lotu wymieniono także pewne elementy pojazdu Aurora 7, które nie działały jak należy – np. peryskop pokładowy. Sprawdzono uważnie system spadochronowy, aby nie doszło (jak w przypadku MA – 6) do jego przedwczesnego otwarcia. Carpenter wyjaśnił również mediom dlaczego ochrzcił swojego Mercury jako Jutrzenkę (Aurora): „Ponieważ myślę o Project Mercury i otwarciu okoliczności do nowych badań w których uczestniczymy, jako o świetle na niebie. Jutrzenka oznacza również świt – w tym przypadku świt nowej ery. Za 7, oczywiście, stoi pierwszych siedmiu astronautów”. Ciekawym jest fakt, że jako chłopiec mieszkał w rodzinnym Boulder, stan Colorado przy zbiegu ulic Aurora i Siódmej!

Start ustalono pierwotnie na drugi tydzień kwietnia 1962 roku, lecz wspomniana instalacja nowych komponentów opóźniła przygotowania. Ponadto okręty Floty Atlantyku przeznaczone do operacji odebrania po wodowaniu uczestniczyły w ćwiczeniach taktycznych. 7 maja pojawiły się problemy z nosicielem, 17 trzeba było przeprowadzić modyfikacje w czujniku wysokościowym, służącym do wyzwalania spadochronu w ostatnie fazie misji, zaś 19 kłopoty ponownie sprawił Atlas.

24 maja 1962 roku, tak jak poprzedni astronauci NASA, „Scottie” Carpenter został obudzony w swoim pokoju w Hangarze „S” na Przylądku Canaveral. Zjadł śniadania i przy pomocy techników przymocowano do jego ciała czujniki, na co następnie ubrano skafander. W podróży na wyrzutnię towarzyszył mu m.in. weteran MA – 6, John Glenn. Pogoda wyglądała dobrze, więc o 9:35 UTC otrzymał zgodę na wejście na pokład Aurora 7. Dalej wszystko przebiegało gładko. Ściślej mówiąc – było to najbardziej gładkie z dotychczasowych przedstartowych odliczań, jeśli chodzi o załogowe misje NASA. I wreszcie o 12:45:16 UTC, w blasku porannego słońca (na Florydzie była 7:45) rozpoczęła się misja astronauty Carpentera. Atlas buchnął ogniem i zaczął wznoszenie ku niebu na oczach ok. 40 milionów amerykańskich widzów przed telewizorami. Wszystko przebiegało, jak to ujął Christopher Kraft – „doskonale”. BECO (Booster Engines Cut Off) w T + 2 min. 10 sek, a SECO (Sustainer Engine Cut Off) trzy minuty i dziesięć sekund później. Statek kosmiczny znalazł się na orbicie okołoziemskiej (apogeum: 260 km, perigeum: 154 km, okres obiegu: 88,3 min, inklinacja: 32,5˚) i po wykonaniu procedury separacji od rakiety oraz obrotu kapsuły, rozpoczęła się główna część misji.

Astronauta określił stan nieważkości jako przyjemny. W trakcie, gdy po przejęciu sterowania z automatycznego na fly-by-wire, Carpenter dokonał wspomnianej zmiany położenia pojazdu w przestrzeni był zdziwiony brakiem odczucia ruchu – o wykonaniu obrotu świadczyły bowiem tylko wskazówki na tablicy kontrolnej Aurora 7. Podobnie jak w przypadku lotu Glenna, pierwszym celem obserwacji był siłą rzeczy zużyty stopień rakiety Atlas, który teraz rozpościerał się za oknem Mercury na tle ziemskiego globu. Śledził go aż do Wysp Kanaryjskich. Nad Afryką kontynuował procedurę sprawdzanie przyrządów pokładowych kapsuły. Nieco kłopotu sprawiło mu też założenie specjalnego filmu do aparatu fotograficznego, za którego pomocą następnie uwieczniał Ziemię z orbity.

Przeprowadzał obserwacje za pomocą iluminatora w kształcie trapezu oraz peryskopu. Analogicznie jak w misji Friendship 7 nie udało się dostrzec flar wystrzeliwanych przy każdym okrążeniu z powierzchni planety, a konkretnie z Wielkiej Pustyni Wiktorii, w pobliżu Woomera w Australii, nad którą przebiegał tor lotu. Nie udało się również obserwowanie z kokpitu innych ciał niebieskich (gwiazd i planet) – przeszkodą stało się światło zegarów pokładowych. Pod koniec pierwszego obiegu, nad Oceanem Spokojnym kontrola otrzymała sygnał świadczący o podniesieniu się temperatury w skafandrze, ale Carpenter zdementował to informując, że choć trochę się poci – czuje się w pełni komfortowo. Podobnie jak Glenn, tak i pilot Aurora 7 sprawdzał jak posila się w Kosmosie. Tym razem menu było inne. Zamiast tuby z czymś co przypominało papkę dla niemowląt otrzymał w formie snacków kompozycję złożoną z czekolady, fig, daktyli i wysoko-proteinowego zboża a także inną – z masą pomarańczową, migdałami i rodzynkami. Efekt był taki, że spożywało się je z większym trudem, a okruchy unosiły się w kabinie. W trakcie drugiej orbity Carpenter wykonywał manewry sterując ręcznie pojazdem. Wkrótce okazało się, że zużycie paliwa jest zbyt wysokie, zarówno w układzie sterowania automatycznego (pozostało 45 %) jak i ręcznego (42 %)! Postanowiono więc, że aby nie tracić więcej, trzecie i ostatnie okrążenie zostanie wykonane poprzez dryfowanie w próżni Kosmosu. Pracujący pod presją ważnych eksperymentów pilot po prostu początkowo nie zwracał zbytnio uwagi na oszczędne gospodarowanie zasobami napędowymi. Fiaskiem zakończyło się przeprowadzone w T + 1h 38 min. doświadczenie z kolorowym balonikiem. Carpenter rozpoczął test tuż po przelocie nad Florydą. Obiekt napełnił się powietrzem jedynie częściowo i tylko dwie z pięciu barw, pomarańczowa i matowy aluminium były możliwe do zaobserwowania.

W trakcie ostatniej orbity wykorzystywał w celach nawigacyjnych tarczę Księżyca. Wtedy też, po przypadkowym uderzeniu ręką w ścianę kapsuły ukazały się „świetliki” (zwane przez rosyjskich kolegów po fachu „efektem Glenna”) znane już z poprzedniego lotu załogowego. Wtedy właśnie zostały zidentyfikowane jako kryształki lodu ulatujące z poszycia i elementów pojazdu. Obserwacja płynów w warunkach braku ciążenia przebiegła jak zakładano – ten eksperyment zakończył się więc sukcesem.

Malcolm Scott Carpenter przygotowywał się do powrotu z Kosmosu. W trakcie tej fazy nastąpiły kolejne kłopoty ze sterowaniem położeniem kapsuły. Na skutek opóźnienia w uruchomieniu przez astronautę zespołu silniczków pojazdu, punkt wodowania Aurora 7uległ przesunięciu aż o 463 km! Mercury mknął przez atmosferę, a przeciążenie wgniatało pilota w fotel. Wpatrywał się w okno w poszukiwaniu pomarańczowego ognia, o którym wspominał Glenn, ale odnotował jedynie średnio intensywne blaski. Spadochron został rozpostarty, jak zakładano, otworzył go manualnie Carpenter. Następnie zwolnił zbędną już tarczę ablacyjną i otworzył poduszkę powietrzną. Kapsuła z głośnym pluskiem zetknęła się z powierzchnią oceanu. Była godzina 17:41:21 UTC. Lot trwał 4 godziny 56 minut i 5 sekund i zakończył się w okolicach Puerto Rico. Teraz trzeba było tylko zaczekać na ekipę odbiorczą, co mogło potrwać dość długo, zważywszy na zmianę rejonu wodowania. Pilot zaczekał, aż pojazd ustawi się spokojnie nosem do góry, po czym po nieudanej próbie nawiązania łączności radiowej opuścił pokład Aurora 7, w której było zbyt gorąco przez górny właz. Przesiadł się następnie do nadmuchiwanej, gumowej łódki ratunkowej dinghy w kolorze pomarańczowym i samotnie, kołysząc się na morzu w ciszy oczekiwał na ratunek. Około godziny później w rejonie pojawiły się samoloty SC – 54, z jednego z nich zrzucono dwóch płetwonurków, którzy wynurzając się obok Carpentera totalnie go zaskoczyli (nie widział momentu desantu).

Pół godziny później nadleciał hydroplan SA – 16 z Roosvelt Roads na Puerto Rico, a następnie śmigłowiec SHH – 2, który następnie przewiózł astronautę na pokład lotniskowca USS Intrepid. Dotarł tam około 4 h i 15 min. po wodowaniu! Przerwał nawet badania lekarskie, gdyż zadzwonił sam prezydent, by pogratulować i wyrazić radość, że pilot się odnalazł. Carpenter odparł, że przeprasza z że nie wycelował trochę lepiej w trakcie powrotu z orbity. Kapsułę Aurora 7 podjął niszczyciel USS Pierce. Nazajutrz znalazła się na Cape Canaveral.

CDN…

Deke Slayton ubiera się w swój skafander Navy Mk IV przed testami z kapsułą Mercury (NASA/S61-03929)

Portret astronauty Donalda Slaytona (NASA/S62-05536)

Scott Carpenter podczas treningu zakładania skafandra (NASA/S65-24624)

Scott Carpenter siedzi w makiecie swojego fotela kapsuły Mercury w trakcie ćwiczeń (NASA/S65-24623)

Astronauta Scott Carpenter zagląda do wnętrza swojej kapsuły Mercury (NASA/S62-03907)

Scott Carpenter przed zamknięciem włazu kapsuły Aurora 7 (NASA/S62-04047)

Kapsuła Mercury 'Aurora 7' na szczycie rakiety Atlas tuż przed startem w misję MA-7 (NASA/S62-05531)

Kapsuła 'Aurora 7' po wodowaniu na Atlantyku, nurek pomaga Carpenterowi dostać się na nadmuchiwany ponton (NASA/S62-04065)

Carpenter na pokładzie USS Intrepid po podjęciu z wody (NASA/S62-04058)

Scott Carpenter rozmawia z Prezydentem Johnem F. Kennedy na pokładzie USS Intrepid (NASA/S62-04057)

Share.

Comments are closed.