Nieznana przeszłość programu STS – gdy procedury zawodzą

0

Redakcja portalu kosmonauta.net ma zaszczyt przedstawić kolejną, nieznaną historię, dotyczącą amerykańskiego programu kosmicznego. Autorem poniższego tekstu jest Jen Scheer, współzałożycielka organizacji Space Tweep Society oraz wieloletni pracownik NASA.

Mam na imię Jen i pracuję przy programie wahadłowców kosmicznych NASA od niemal ośmiu lat. Teraz, gdy loty tych pojazdów zbliżają się ku końcowi, staram się zachować i przedstawić niektóre z nigdy nie opowiedzianych historii, dotyczących misji wahadłowców i osobistych wspomnień pracowników, którzy je tworzyli.

Seria ta będzie się różnić od większości tego, co miałam okazję przeczytać wcześniej na temat projektu, ponieważ nie chodzi w niej o sprzęt, ale o stojących za nim ludzi.

W moim miejscu pracy, jakim jest jeden z obiektów w Kennedy Space Center jest tylko jedna kobieta technik oprócz mnie. Nazywa się Nancy i pracuje w KSC w sumie już około 38 lat – oczywiście w tym czasie zmieniała stanowiska. Jest uparta i czasem odzywa się jej wybuchowy temperament – czyli to co najbardziej mi się w niej podoba. Pomimo tego dogadujemy się bez kłopotów i dlatego dość często pracujemy wspólnie. Podczas naszej pracy czasami opowiada mi historie z okresu gdy pracowała jeszcze w trakcie trwania programu Apollo, lub ze wczesnych lat programu wahadłowców kosmicznych.

Nancy opowiedziała mi wiele szalonych historii, ale zwłaszcza jedna z nich szczególnie utkwiła mi w pamięci, a dotyczyła pierwszej załogi wahadłowca – Roberta Crippen’a i Johna Young’a – w dość szczególny sposób. Otóż pewnego dnia napomknęła, że kiedyś ci dwaj astronauci… oddali na nią mocz. Moją pierwszą reakcją było głośne: “Co?!”, po czym Nancy wyjaśniła co właściwie miała na myśli.

Tuż po pierwszym locie STS-1, Nancy pracowała w OPF (Orbiter Processing Facility), czyli budynku, który przygotowuje wahadłowce do lotów. Historia wydarzyła się w Zatoce numer 1 – w owym czasie jedynej, kolejne – drugą i trzecią – wybudowano później. Wszystkie procedury, które obecnie, po 30 latach są opanowane do perfekcji, wtedy były jedynie na wczesnym etapie tworzenia. Tego konkretnego dnia celem prac było serwisowanie zamontowanego na promie zbiornika płynnych nieczystości. Polecenia należące do wstępnej procedury były wydawane przez inżynierów, którzy siedzieli w osobnym pokoju i wysyłali instrukcje do SCO (Space Craft Operator), znajdującego się w kabinie orbitera za pośrednictwem zakładanych na głowę słuchawek i mikrofonów. Technikom nakazano podłączenie giętkich rurek do specjalnego portu orbitera, a drugi koniec umieszczono w niewielkim wiaderku częściowo wypełnionym wodą.

Prawdopodobnie inżynierowie mieli jakieś kłopoty z procedurą, lub doszło do jakiegoś nieporozumienia. Po niespełna godzinie prób, wydali w końcu polecenie odłączenia rurek od orbitera, nawet pomimo faktu, że nie udało się opróżnić zbiornika z resztek zalegającego tam płynu – w tym momencie nie było także jasne dlaczego procedura zawiodła. Nancy z powodzeniem odłączyła rurki i pochyliła się nad wiadrem.

W tym momencie w zasadzie powinniście już byli domyślić się sami co się stało. Prawdopodobnie w tym samym momencie inżynierowie wydali polecenie SCO, żeby przerzucił jeden z przełączników w orbiterze i wywołało to – jak się domyślacie – zrzut wiadomej substancji. Dokładnie na Nancy.

Zaraz po tym jak zorientowała się w sytuacji, zaczęła – tak jak każdy normalny człowiek – wyrzucać z siebie cały potok przekleństw, w tym kilka dość “unikalnych”. Powiedziała, że pamięta jak jej współpracownik szybko zdjął z jej głowy zestaw komunikacyjny – bynajmniej nie dlatego, żeby go chronić, ale żeby nie miała kłopotów (ze zwolnieniem włącznie) za przeklinanie na otwartym łączu niczym stary marynarz. W tamtych czasach nie było również specjalnego pomieszczenia, prowadzącego do sekcji załogowej orbitera – właz był po prostu otwarty na zewnątrz. Nancy opowiadała, że spojrzała w górę na SCO, który wystawił głowę przez otwarty właz wejściowy, a teraz widząc co się stało zwijał się ze śmiechu.

Cóż, tak mniej więcej wygląda ta historia. Nancy umyła się najlepiej jak potrafiła, dostała nową koszulę i poszła pracować dalej tego “szczególnego” dnia w 1981 roku, pachnąc do tego powiedzmy “dość intensywnie”. Od tego dnia szczyci się swoimi pięcioma minutami sławy jako jedyna osoba, która została spryskana moczem pierwszych astronautów, którzy wykonali wahadłowcem lot orbitalny. Jestem pewna, że nikt inny na Świecie nie może się pochwalić takim doświadczeniem.

Jest to też przykład tego, że w Orbiter Processing Facility można spodziewać się niemal wszystkiego.

Źródło: Jen Scheer blog, Space Tweep Society

Prom Atlantis w  Zatoce #1, Orbiter Processing Facility (NASA/Jack Pfaller)

Share.

Comments are closed.