O “wstrząsającej krewetce” słów kilka

0

Najnowszą gwiazdą internetu stała się “krewetka”, którą naukowcy NASA ponoć zarejestrowali tam, gdzie nie powinno jej być. Informację podchwyciły polskie największe portale internetowe. Jak zwykle pogoń za sensacją znów wzięła górę nad próbą wyjaśnienia obserwacji. I w ten sposób małe niewinne zwierzątko spod lodów Antarktydy spowodowało zamieszanie w głowach równie niewinnych polskich internautów… A jak jest w rzeczywistości? Zapraszamy do głównej części artykułu.

Bohaterską krewetkę zaobserwowano podczas wykonywania odwiertu przez lodowiec szelfowy Rossa, około 20 km od brzegu lodowca. To bliskie spotkanie nastąpiło na głębokości około 180 metrów. Wnet się okazało, że to wcale nie krewetka, a obunóg (rząd Amphipoda). Tyle jeszcze przekazały nam portale – reszta to już dociekania, że ów zwierz nie powinien tam być, bowiem nie wiadomo, jak mogła ona przetrwać w tak skrajnych warunkach.  Sam wpływ tej “krewetki” na naukę może być “kolosalny”. Czytając te teksty można wysnuć wniosek, że ten organizm powstał w tych niesprzyjających warunkach (pod lodem lub w samym lodzie) zupełnie samotnie, bez żadnego okolicznego ekosystemu.

Jak więc jest/może być w rzeczywistości? Odpowiedzią jest zarówno odległość odwiertu od brzegu morza, nieco podstawowych informacji na temat struktury lodowców szelfowych na Antarktydzie oraz wcześniejsze doniesienia o badaniach morskich ekosystemów tego skutego lodem kontynentu. Wszystkie te informacje są dostępne na dwa kliknięcia od strony głównej wyszukiwarki internetowej!

Warto rozpocząć od informacji, które media przekazywały i którym można zaufać. Są nimi: odległość od brzegu morza (około 20 km) oraz głębokość “kontaktu” (około 180 metrów). Dzięki nim wiemy, że odwiert wykonano na skraju lodowca szelfowego Rossa – bardzo blisko morza. Do tego warto dodać szybko wyłowioną informację, że grubość lodowca szelfowego Rossa oceniana jest na kilkaset metrów. Jeśli dodatkowo uzmysłowimy sobie fakt, że pod tym lodowcem znajduje się jeszcze morze w jak najbardziej ciekłym stanie (wystarczy szybki rzut oka na tę grafikę umieszczoną na wikipedii), to już zaczyna nam świtać w głowach całkiem możliwe wyjaśnienie pochodzenia naszej “krewetki”.

Lodowiec szelfowy Rossa / Credits - CIA Factbook (public domain)

Ponadto, lodowce szelfowe nie są jednym wielkim monolitem jak by mogło się wydawać. Lodowiec szelfowy Rossa porusza się z prędkością od 1,5 do 3 metrów dziennie w kierunku otwartego morza. Można założyć, że taki ruch powoduje naprężenia, które wcześniej czy później (a całkiem prawdopodobnie na końcu lodowca – blisko otwartego morza!) wprowadzą różne mniejsze i większe szczeliny wewnątrz lodowca. Można założyć nawet, że wiele z tych szczelin może być ze sobą połączonych. A ponieważ pod tym lodowcem znajduje się morska woda, to jest bardzo prawdopodobne, że do wielu szczelin woda się szybko dostanie i zacznie się w nich poruszać zależnie od kierunku prądów morskich lub pływów.

Połowę odpowiedzi już mamy – “krewetka” mogła się tam dostać poprzez różne szczeliny. No ale przecież szacowne portale informacyjne pisały, że taki zwierz nie mógłby przetrwać w tak skrajnych warunkach. Skąd więc nasza bohaterska “krewetka” mogła przypłynąć? Przecież nie pokonałaby kilkuset lub kilku tysięcy kilometrów tylko po to, by się ładnie uśmiechnąć do kamery?

I w tym przypadku odpowiedź jest na dwa kliknięcia od stron głównych popularnych wyszukiwarek internetowych. Wpisując frazę “life under ice shelf” i przechodząc z tekstu na wyszukiwanie obrazków od razu można zobaczyć kilka ciekawych żyjątek postaci wszelakiej, które całkiem nieźle sobie radzą w morzu przykrytym lodowcem. Są to warunki, w których światło jest w najlepszym przypadku na bardzo minimalnym poziomie. Mimo tego, istnieją tam różnego rodzaju organizmy żyjące. Co więcej, w ostatnich latach dokonano badań rozwoju ekosystemów po oderwaniu się lodowca od Antarktydy. Jedno z takich wydarzeń to oderwanie się lodowców przy lodowcu szelfowym Larsena w 1995 i 2002 roku. Naukowcy zanotowali tam rozbudowę ekosystemów o nowe gatunki.

Nowe żyjątka kolonizujące obszary po oderwaniu się lodowca szelfowego Larsen A / B / Credits - J. GUTT / P.J.LOPEZ, CLIMANT-ECOANTHA / ALFRED WEGENER INST

Można założyć z dość dużym prawdopodobieństwem, że obszar niedaleko krawędzi lodowca szelfowego jest całkiem podobny do tego zastanego po oderwaniu się lodowca Larsena.

Jaka jest więc pełna odpowiedź? Nasza “krewetka” z dużym prawdopodobieństwem pochodzi z pobliskiego ekosystemu, który znajduje się pod lodowcem szelfowym Rossa lub na krawędzi lodowca z otwartym morzem. “Krewetka” do wewnątrz lodu i odwiertu mogła się dostać poprzez jedno z pęknięć w strukturze lodowca. Może uciekała przed jakimś drapieżnikiem? Może prąd morski ją tam sprowadził? Mogła też “na gapę” zostać pociągnięta przez któryś z instrumentów badawczych, biorących udział w tym odwiercie. Za tym wyjaśnieniem przemawia jeden fakt – krewetka jest pomarańczowa, czyli nie mogła rozwinąć się pod lodem. Inaczej byłaby bezbarwna.

Stąd też proponujemy przyjąć tę sensacyjną informację serwowaną przez portale dokładnie tak samo jak Antarktydę. Na zimno.

W zeszłym roku pisaliśmy o badaniach nad ekstremofilami, wykonane również w okolicy szelfu Rossa. (Na marginesie, artykuł ten jest dość często odwiedzany przez osoby wystukujące w wyszukiwarkach frazę “obcy na ziemi”!).

Nagranie z nową gwiazdą internetu można zobaczyć pod tym adresem:
http://www.nasa.gov/topics/earth/features/antarctic-shrimp.html

Nieco dodatkowych informacji można przeczytać tutaj:
http://www.nature.com/nature/journal/v446/n7131/full/446009a.html

Inspiracją do napisania tego artykułu był sensacyjny artykuł na jednym z największych polskich portali internetowych: link (nie polecamy!).

Share.

Comments are closed.